niedziela, 24 czerwca 2018

Informacje


Hejka ludzie

Wiem, że bardzo dawno nie znalazł się tutaj żaden post informacyjny, o aktualizacji poziomów nawet nie wspominając. Nie ma tutaj żadnego innego wytłumaczenia jak to, że Mid jest typową Leniwą Pizzą, która nie potrafiła dobrze zorganizować sobie czasu, na co dowód macie właśnie tutaj, na blogu. W końcu jednak (albo raczej dopiero) wszystko wróciło względnie do normy, oceny wystawione, a co za tym idzie - Wir haben Freizeit! *w tle euforia* Aby jednak nie przeciągać, przejdę do sedna.

Obijamy się. Nie ma co ukrywać i raczej nikt nie zaprzeczy, że tak właśnie jest. Mówi o tym ta jakże szlachetna liczba aż 5 postów w maju, która w porównaniu do poprzednich miesięcy jest wręcz śmieszna. Jest to poniekąd też moja wina (znowu), gdyż to moim zadaniem jest pilnować płynności oraz ciągłości pojawiania się opowiadań na blogu. A jako dobry opiekun powinnam była sama dawać przykład, pisząc coś, cokolwiek. Dlatego też pojawił się ten post. W pewnym sensie to coś nowego, prawda? :D

Dobra, kolejna sprawa. Jak już było wspomniane wcześniej, od dawna - a dokładniej od kwietnia - nie była przeprowadzana aktualizacja poziomów. Szczerze powiedziawszy kompletnie o niej zapomniałam, co nie oznacza jednak, że przestanie być ona przeprowadzana. Wpis dotyczący następnej pojawi się już niebawem i obejmować będzie cały zaległy okres wszystkich aktualizacji.

niedziela, 17 czerwca 2018

Aktualizacja poziomów + opuszczenie bloga


Tak, to znowu ja. Obiecałam z resztą, że wezmę się do pracy, prawda? Nie przeciągając zatem.

Alex: Staż 94 || Opowiadania 14 ---> poziom 108 (108-100)*50= 8*50= 400 punktów
Archer: Staż 0 || Opowiadania 1 ---> poziom 1
Arya i Amos: Staż 44 || Opowiadania 3 ---> poziom 47 (47-39)*50= 8*50= 400 punktów
Azize: Staż 0 || Opowiadania 2 ---> poziom 2
Biały: Staż 0  || Opowiadania 2 ---> poziom 2
Cristal: Staż 92 || Opowiadania 8 ---> poziom 100 (100-90)*50= 10*50= 500 punktów
Dirk: Staż 0 || Opowiadania 2 ---> poziom 2
Heather: Staż 94 || Opowiadania 11 ---> poziom 105 (105-97)*50= 8*50= 400 punktów
Luna: Staż 0 || Opowiadania 1 ---> poziom 1
Rangiku: Staż 92 || Opowiadania 11 ---> poziom 103 (103-93)*50= 10*50= 500 punktów
Seth: Staż 34 || Opowiadania 3 ---> poziom 37 (37-27)*50= 10*50= 500 punktów
Shizuo: Staż 10 || Opowiadania 1 ---> poziom 11 (11-0)*50= 11*50= 550 punktów

Przydzielone do poszczególnych umiejętności punkty proszę wpisać w komentarzu pod tym postem wraz z imieniem postaci, do której one należą.

środa, 13 czerwca 2018

Od Alex'a cd. Aryi i Amosa


Z największą uwagą wsłuchiwałem się w każde, nawet najkrótsze i z pozoru mało istotne słowo wypowiadane przez dziewczynę. W sumie sam nawet nie wiem, dlaczego aż tak bardzo zależało mi na tym, by dowiedzieć się o niej czegokolwiek więcej, niż było to dotychczas wymagane. Z pewnością nie mogłem wytłumaczyć się tym, iż robiłem to dla watahy - ta wymówka jest już tak przestarzała, że nawet mnie samego zaczęła już powoli nudzić. Właśnie, może to z nudów? Nieee... Wtedy pewnie rzuciłbym jakimś durnym żartem albo najzwyczajniej w świecie siedział cicho, myślami będąc nawet po drugiej stronie kraju. Aaa... No tak, właśnie o to chodziło. Zacząłem temat, żeby nie siedzieć w smętnej ciszy przez resztę wieczoru, uwagę poświęcając jedynie krawędzi szklanki z herbatą. Co jak co, ale nie jestem aż takim zdziadziałym gburem, żeby skazywać tę biedną dziewczynę na coś takiego. Poza tym miała ona spędzić miły wieczór w towarzystwie naprawdę ciekawej osoby, która swoim charakterem oraz urokiem osobistym sprawiłaby, iż to z pozoru zwyczajne wyjście zapisałoby się w jej pamięci na długo, pozytywnie oczywiście. Taa... Ładnie powiedziane. Szkoda tylko, że pech chciał, iż trafiła na mnie - kogoś, kto ani w minimum nie pasował do tego opisu.
- W takim razie wiem już, do kogo się zgłaszać w razie potrzeby wyjścia. - rzuciłem jak jakiś ostatni debil spod warzywniaka, na chwilę podnosząc wzrok na lekko zdezorientowaną dziewczynę i dodając z udawanym smutkiem - Ah, no tak. Za stary już na to jestem, wybacz.
To, jak można się spodziewać, wywołało najbardziej oczywistą z oczywistych reakcji u dziewczyny. Niemal natychmiast zaczęła bowiem mówić, a raczej wytykać mi, że to nieprawda i chyba coś mi się w głowie pomieszało. Serio dopiero teraz to zauważyła?
- Spokojnie, to nic. - wtrąciłem się, kiedy ta w ramach dalszego prowadzenia swojego monologu zaczerpnęła trochę powietrza - Szybciej umrę i tyle, jednej pluskwy mniej na świecie.
Po tych słowach dziewczyna tak jakby na chwilę zaniemówiła. Ciekaw byłem, czy za taką reakcję odpowiadał mój beztroski ton głosu oraz jakby od niechcenia machnięcie ręką, czy też uśmiech godny pozazdroszczenia nawet przez Kota z Cheshire. Dla niekumatych to ten zwierzak występujący w filmie "Alicja z Krainy Czarów". Nie pytajcie się lepiej, co mnie podkusiło, żeby zobaczyć to coś. Albo raczej co mnie zmusiło, a dokładniej kto.
- Dziwne masz poczucie humoru. - Powiedziała, zakrywając sobie usta dłonią tuż po tym, kiedy opuścił je ostatni wyraz.
Spojrzałem na nią spod uniesionych ku górze brwi, zastanawiając się przez chwilę, po co ona w ogóle to zrobiła. W sensie to z tą ręką. Zupełnie, jakby nie chciała tego mówić albo zdała sobie sprawę z faktu, że mogło to zabrzmieć jakoś nie ten tego. Istnieje także możliwość, iż nagle przypomniała sobie o tym, że zostawiła włączone żelazko w domu. Niestety, cisza powstała tuż po tej jakże trafnej uwadze, nie została przerwana przez nagłe poderwanie się z miejsca i ruszeniu na ratunek temu biednemu urządzeniu. Zamiast tego, Arya ciągle patrzyła wprost na mnie, zapewne w niezbyt optymistycznym scenariuszu przewidując moją reakcję. Aby więc dłużej nie utrzymywać jej w niepewności, powoli odsunąłem od siebie kubek ze wciąż parującym napojem, w równie ślimaczym tempie pochylając się nad stołem, zmniejszając tym samym odległość między mną a dziewczyną. Ta, przeczuwając pewnie jakiś niezły sajgon, instynktownie wcisnęła się bardziej w oparcie zajmowanego przez nią krzesła. Co ona taka, bo ja wiem, drażliwa?
- Powiedziałbym, że takie samo jak moja dusza, czyli czarne. - Rzuciłem niskim, marnie udającym groźbę głosem. O przestraszeniu jej tym również mogłem zapomnieć, szczególnie kiedy nie kończąc nawet tego jednego, krótkiego zdania, śmiałem się sam z siebie - Czarny to z resztą kolor stworzony chyba idealnie dla mnie. A dla ciebie jaki? - zapytałem na koniec, chcąc tym samym pociągnąć jakoś dalej rozmowę.
Ta zareagowała dopiero po chwili, pewnie na początku nie mogąc zrozumieć, co przed chwilą się wydarzyło. A wydarzyło się dużo - właśnie miała do czynienia z pierwszym i jedynym na świecie osobnikiem chorującym na DM, czyli Debilus Maximus. No patrz, gdyby zamiast D było A, nawet inicjały by się zgadzały. Kto wie, może przechrzczę się na jakiegoś chłopaka imieniem Danny czy też Dominic. Albo nie - Dzierżysław. Takie egzotyczne imię na pewno zostanie zapamiętane przez każdego, komu się przedstawię. Dobra, koniec udawania klauna. Pora wrócić do tematu, a raczej do słuchania o tym, co ma mi do powiedzenia dziewczyna. Kiedy bowiem zrozumiała, że najzwyczajniej w świecie znowu się zgrywam, jedynie westchnęła cicho, przed odpowiedzią na moje zapytanie robiąc kolejnego łyka. Dopiero po odstawieniu szklanki na blat miałem okazję ponownie usłyszeć jej głos, gdy ta podała mi swój ulubiony kolor. Idąc zatem tym tropem, zręcznie unikając pytań dotyczących jej rodziny oraz znajomych - co jak co, ale nie jestem taki głupi, by nie zauważyć, że nie ma ochoty o tym rozmawiać - pomagałem jej tym samym w dalszym opowiadaniu o sobie. Żeby jednak nie wyjść na kompletnego tłumoka, który koniecznie o wszystkim chce wiedzieć, a sam o sobie nic nie powie, czasami jako pierwszy zaczynałem temat, o jej zdanie pytając później - dokładnie tak, jak było z tym kolorem. Jak można się jednak spodziewać, rozmowa ta nie mogła trwać wiecznie. Dlatego też, po skończeniu picia herbaty oraz przez coraz bardziej dające o sobie znać zmęczenie, w końcu opuściliśmy lokal, wcześniej płacąc kelnerce za nasze zamówienie. W taki oto sposób, po nieznanym nam czasie staliśmy w środku nocy przy jednej z najbardziej ruchliwych dróg w Mercy Falls, tam próbując zignorować wciąż dającą o sobie znać temperaturę, zdecydowanie odbiegającej od takiej pokojowej.
- To jak, wracamy? - zapytałem, choć zdawałem sobie sprawę z tego, że czysto retorycznie.


Arya? Ogólnie to są jeszcze walentynki, trzeba akcję trochę pchnąć do przodu. No i wybacz za to coś, dawno opek nie pisałam i całą głupotę przelałam w to jedno xd

niedziela, 10 czerwca 2018

Od Aryi i Amosa cd. Alex

Spojrzałam na niego z zastanowieniem. Która to już osoba tutaj, która każe mi o sobie opowiedzieć. Boże, jak ja tego nie lubię. Znów będę musiała opowiadać moją smętną historię. Pewnie opowiem o tym jak to przez Amosa wylądowałam w lesie. Wspominając wcześniej coś o moich dawnych znajomych i rodzinie. Dodam pewnie też coś o tym jakie potrawy lubię, a na koniec będę się zastanawiać czy nie powiedziałam czegoś nie tak. Tylko czy i tym razem musi być tak samo. Na prawdę nie mam w sobie nic, zupełnie nic innego, niż to co mówię zawsze? przez chwilkę rozmyślałam o tym, jednak zupełnie nic nie przychodziło mi do głowy. W końcu, nigdy nic innego nie zrobiłam, niż te parę, podstawowych rzeczy. Chyba, że chcemy rozmawiać o wszystkim związanym z Amosem. O tym jednak Alex już wiedział. W końcu zdecydowałam się coś powiedzieć. Jednak moja wypowiedź nie była jakaś nadzwyczajna.
-Urodziłam się tu w mieście... i w sumie spędziłam tu całe życie... no i lubię jeść truskawki... I... Ja na prawdę nie potrafie- Powiedziałam ostatnie słowa bardzo cicho i spuściłam głowę. Nie chciałam prowadzić z nim typowej rozmowy, jak z każdym. Nerwowo upiłam łyk napoju. Westchnęłam, odkładając przy tym kubek.
-Czego nie umiesz?- na chwile spojrzałam na chłopaka. W jego oczach widać było bardzo miły spokój. Lekko się rozluźniłam.
-Opowiadać o sobie- znów odpowiedziałam cicho.
-To może pomogę ci zadając pytania- na jego twarzy wymalował się uśmiech. Kiwnęłam głową na tak, pokazując mu że  akceptuję jego pomysł - To, może najpierw jakieś proste, tak na rozgrzewkę? - znów kiwnęłam głową- jak spędzałaś czas ze znajomymi, bo zgaduję że paru ich miałaś- przełknęłam ślinę, słysząc określenie "przyjaciele". Może i przez pewnien czas ich "miałam", ale nigdy nie byli ze mną szczerzy, ani nic takiego.
-W sumie robiliśmy zwykłe rzeczy, takie jak każdy nastolatek. Wychodziliśmy do kawiarni, tak ja teraz z tobą. No i czasem na imprezy, ale to dlatego że mój chłopak chciał, bo ja strasznie tego nie lubiłam. Ogólnie robiliśmy wiele rzeczy które robili inni. Często chodziłam na zakupy, spotykałam sie po szkole żeby się uczyć. Więc w sumie nie było to nic niezwykłego, ot, nastoletnie wyjścia- uśmiechnęłam się szeroko pod koniec. Moje wcześniejsze spięcie jakoś uciekło.


<Alex?  Nie sprawdzane (bałam się, że jak sprawdzę to nie dodam ;) , krótkie, nudne... Ale chce znów zacząć pisać, wiec niedługo bedzie lepiej, słowo. >

środa, 6 czerwca 2018

Od Shizuo cd. Rangiku

Ugh, mam ochotę jej bardzo brzydko odpowiedzieć.
Dystans, dystans, dystans, dystans, dystans…
Rozluźniłam mięśnie, spinając je, dałam po sobie poznać, że się nieco zdenerwowałam. Wadera nadal oczekiwała na moją odpowiedź.
-Chodzę tu i tam. Włóczę się z jedynym celem po świecie. Taka odpowiedź wystarczy? – dawałam nacisk na każde słowo, wbiłam swój wzrok w waderę. Cóż, jej ton nie był zbytnio przyjazny, więc powiedzmy, że odpłacam się tym samym.
Zauważyłam, jak marszczy brwi spod swojej bujnej grzywki. Wnioskuję po tym, że nie podoba jej się moje zachowanie.
-Byłaś już w jakiejś watasze? – spytała, odwracając się tyłem do mnie i idąc wolnym krokiem przed siebie. Nie mam, pojęcia gdzie ona idzie, ale jeżeli dalej prowadzimy, konwersację to powinnam za nią pójść.
-Byłam w trzech watahach.- odpowiedziałam i ruszyłam się z miejsca, doganiając Rangiku.
-Wyniosłaś coś z nich? Jakieś doświadczenie?- spytała, idąc ze mną łeb w łeb.
-Hmm... Raczej to, co każdy inny wilk- zaczęłam jej wymieniać umiejętności, które nabyłam w poprzednich watahach-samoobrona, wszelkie techniki walki, uniki, przewidywanie ciosów.
-Przewidywanie ciosów? – spojrzała się na mnie, unosząc, przy tym jedną brew ze wzrokiem jakby ze mnie kpiła.
-Tak, a co w tym złego?
Nagle wadera szybkim ruchem chciała mnie swoją boczną partią ciała zepchnąć na drzewo stojące tuż przy mojej lewej stronie, lecz ja zamachnęłam się i przeskoczyłam Rangiku, unikając popchnięcia.
Spojrzałam na nią porozumiewawczo, wiedząc, że to była szansa na wykorzystanie mojej umiejętności.
-Cóż…- powróciła do chodu na przód- Jesteś zwinna lub silna? Wyglądasz na tą, która poddała się ćwiczeniom.-zapytała.
-Owszem, głównie to wataha, w której byłam, organizowała różnej kategorii turnieje. Ja zazwyczaj brałam udział w walkach i testach zwinności, jak i szybkości.-odpowiedziałam.
Dalej szłyśmy w ciszy, słychać jedynie było nasze kroki, hałasując przy tym, napotykające na małe gałązki. Las, w którym się obecnie znajdowałyśmy, był duży. Idziemy już piętnaście minut. No właśnie, gdzie idziemy?
-Dokąd my idziemy?- spytałam, idąc kilka kroków za waderą.
-Dowiesz się w swoim czasie.- nie minęło kilka sekund, a już mi odpowiedziała, miałam wrażenie, jakby się spodziewała tego pytania.
-Ten ogromny las ma jakąś nazwę?- zapytałam po dłuższej chwili, rozglądając się.
-Tak, to las Boundary. Głównie słynie z dużej ilości zwierzyny i wszelkich rodzajów roślin w tej okolicy.
Pokręciłam znacząco głową. Kurde, aż od samego wspominania zrobiłam się głodna, lecz w głowie ciągle dudniło mi jedno jedyne pytanie.
Gdzie my idziemy?

<Rangiku? Takie, dziwne jakieś to opowiadanie, wybacz;/>