niedziela, 26 listopada 2017

Aktualizacja poziomów, punkty za konkurs, ankieta i ważne informacje. PRZECZYTAJ!!!


Nieco opóźniona ze względu na konkurs zorganizowany z okazji Halloween, aktualizacja poziomów będzie miała miejsce dopiero teraz. Wraz z nią podam wam kilka ważnych informacji... polecam się wygodnie rozsiąść.

Alex: Staż 64 || Opowiadania 12 || ---> poziom 76     (76-70)*50= 6*50= 300 punktów
Artemisa: Staż 22 || Opowiadania 4 || ---> poziom 26     (26-19)*50= 7*50= 350 punktów
Arya i Amos: Staż 14 || Opowiadania 2 || ---> poziom 16     (16-10)*50= 6*50= 300 punktów
Biały: Staż 20 || Opowiadania 2 || ---> poziom 22     (22-16)*50= 6*50= 300 punktów
Cristal: Staż 60 || Opowiadania 7 || ---> poziom 67     (67-61)*50= 6*50= 300 punktów
Dirk: Staż 0 || Opowiadania 1 || ---> poziom 1
Dorian: Staż 18 || Opowiadania 2 || ---> poziom 20     (20-14)*50= 6*50= 300 punktów
Exan: Staż 46 || Opowiadania 4 || ---> poziom 50     (50-46)*50= 4*50= 200 punktów
Heather: Staż 64 || Opowiadania 9 || ---> poziom 73     (73-67)*50= 6*50= 300 punktów
Jasmine: Staż 0 || Opowiadania 1 || ---> poziom 1
Rangiku: Staż 60 || Opowiadania 9 || ---> poziom 69     (69-63)*50= 6*50= 300 punktów
Ryshu: Staż 0 || Opowiadania 1 || ---> poziom 1
Seth: Staż 2 || Opowiadania 1 || ---> poziom 3     (3-0)*50= 3*50= 150 punktów
Victoria: Staż 0 || Opowiadania 1 || ---> poziom 1

Punkty zaległe od ostatniego rozdania:
Dorian= 200 punktów + 200 punktów do siły oraz 300 punktów do techniki
Exan= 200 punktów

poniedziałek, 20 listopada 2017

Od Exana cd. Cristal

Że co? Cri będzie nadzorować trening? To trening dla basiorów. Nie podobało mi się to wszystko i jednocześnie zły byłem na Cri, że wtrąca się w mój trening. Gdy inne basiory spojrzały na Cri, od razu zaczęły się pomrukiwania i dopytywania, czy to przypadkiem nie jest moja dziewczyna. Zawstydziłem się tym, robiąc się czerwony jakbym wyszedł z buraczanej kąpieli. Na początku trening zapowiadał się spokojnie, ale później Cri dała nam popalić, a najbardziej mnie dobijało jak szepty zamieniały się w ciche chichoty. Zacisnąłem zęby i próbowałem robić swoje, ale z trudem.
- Cri, pogadamy u mnie- pomyślałem, czując, że coraz bardziej się we mne gotuje. Błagam... Cri nie zbłaźnij mnie.Do końca treningu nie spuściłem wściekłego wzroku z Cri, która z czasem pod moim wpływem czuła się coraz niepewnie. Gdy zarządziła, że nadszedł pojedynek z nią, wylosowała przypadkowego basiora. Wylosowała Dirka- z nocnej straży. Gdy rozpoczęli walkę, zasłoniłem oczy, aby do końca nie ponieść się wstydowi.
- Cri, co ci przyszło do tej głowy!- szeptałem.

Gdy trening zakończył się, ja pierwszy odstąpiłem z szeregu cały zagotowany. Musiałem się uspokoić. Poszedłem nad rzekę, aby spłukać z siebie nadmiar potu i brudu. Uspokoiłem nerwy dopiero, kiedy wszedłem cały do wody. Pomimo, że była jesień, ogniem podgrzałem wodę. Leżałem na plecach z głową opartą i kamień, gdy nagle nade mną stanęła Cri.
- Czemu uciekłeś z treningu
Zacisnąłem zęby i starałem się na nią nie krzyknąć. Bądź delikatny, Exan. To twoja miłość, nie skrzywdź jej.
- Co ci przyszło do głowy, aby nadzorować mój trening?!- zapytałem najłagodniej jak tylko potrafiłem. Oczywiście nutka rozdrażnienia wtrąciła się w moją wypowiedź.


<Cri?>

sobota, 18 listopada 2017

Od Dirka cd. Jasmine


Wilczyca uciekła, a ja pozostałem sam. Jedyne co mogłem zrobić to spróbować podążać jej śladami licząc, że gdzieś dojdę. Mijały godziny, a droga do nikąd wydawała się niczym bez końca. Z każdym krokiem byłem w stanie odczuwać jeszcze ból na ciele po tamtych ranach. Zadawałem sobie pytanie w myślach dlaczego musiała mnie ta sytuacja spotkać, jakbym nie mógł po prostu poradzić sobie samemu bez ran.
- To twoja część pokuty.
Przy mnie pojawiła się znowu tamta tajemnicza cienista postać. Wszystko wskazywało na to, że potrafi czytać w myślach, lecz nie wiadomo czy tylko w moich lub u wszystkich.
- Tylko w twoich. -odpowiedziała bez żadnych emocji na moje niezadane głosem pytanie, mówiąc przypominała marionetkę z nieruchomą głową.
- Musisz tak czytać w moich myślach ciągle? Oraz wyjaśnisz o co chodzi z tą pokutą? To w końcu jest świat żywych czy nie?
Nie zatrzymywałem się, mimo, że ból narastał z każdym krokiem. Droga wciąż prowadziła do nikąd mimo śledzenia dokładnie śladów wadery. Lecz zza drzew było widać coś nowego, można było czuć życie z daleka.
- Wszystko zrozumiesz z czasem. - mówiąc to, cień się rozpłynął jakby nigdy nie istniał. Można byłoby kwestionować zdrowie psychiczne.
Zgubiłem trop osoby która wcześniej mi pomogła, za to spotkałem wiele innych wilków. Jedni patrzyli na mnie obojętni, drudzy wyglądali niczym przejęci widząc rany, a jeszcze kolejni wyglądali na przestraszonych widząc mnie. Nic nie było w stanie to powiedzieć, nie pamiętając niczego. Prosząc o pomoc losowej osoby zostałem nakierowany do alfy tej jak najwidoczniej watahy.
Alex, bo tak się nazywał, przedstawiał mi sytuację w watasze, i zaproponował mi bym został widząc mój stan. Raz nawet zakwestionował czy nie ma widzimisiów i nie rozmawia z wyimaginowanym duchem patrząc na ranę / znak / bliznę (?) na szyi. Pytając czy mnie nie zna skądś odpowiadał przecząco, musiałem być przez niego pierwszy raz widziany.
- Nie znasz sposobu o którym mógłbym się czegokolwiek dowiedzieć o mnie samym? - Potrzebowałem odpowiedzi, pełny nadziei zapytałem czy jest jakiś sposób. Cokolwiek bądź ktokolwiek, chciałem wiedzieć co tylko możliwe.
- Obawiam się, że nie, jest za to jedno miejsce u nas które potrafi pokazywać przyszłość, jednorazowo. Jaskinia czasu jest w stanie to zrobić, lecz musiałbyś sobie zasłużyć na to, a w twoim stanie, raczej mało co zrobisz. - Cały czas przyglądał się widocznym, opatrzonym w podstawowy i kwestionowalny sposób ranom.
Pytając się dalej o rzeczy, zostałem nakierowany kim są osoby odpowiedzialni za utrzymanie osobników w zdrowiu, lecz potrzebowałem także miejsca gdzie mógłbym nocować, bądź na pewien czas zostawiać aż wszystko nie wróci do normy w ciele. Mimo, że byłem w stanie się poruszać, tworzyło to ból, a to nigdy nie jest dobry znak.
- Obawiam się, że nie ma nigdzie wolnego miejsca… - w tym momencie niedaleko nas pojawiła się Jasmine, a alfa od razu zwrócił na nią uwagę zwracając moje skupienie bym spojrzał w jej stronę - ...za to Jasmine ostatnio również dołączyła, może ona będzie zdolna poświęcić trochę miejsca dla ciebie, oczywiście jeśli się zgodzi, nie będziemy nikogo zmuszać by dzielił miejsce. Chcemy tutaj zachować harmonię, a wpajanie innym rzeczy na siłę może tworzyć zamieszki, chyba rozumiesz. Idź i się jej spytaj, ja muszę wracać do roboty.
Odprawił mnie po czym zwrócił się we własną stronę opuszczając mnie, zostawiając mnie z zaleceniem skierowania się do wadery. Podszedłem lecz widziałem jej lekki niesmak w minie patrząc na mnie, jednak trzeba było podjąć jakiś krok względem przetrwania. (I wygody.)
- Hej, nie byłoby problemu gdybym mógł zamieszkać wraz z tobą? Tutejszy alfa powiedział, że niestety nie ma miejsc więc, pomyślałem, że zwrócę się do ciebie o pomoc. - Jasmine patrzyła na mnie jak na jakiegoś wariata, odczuwałem jakby miała zaraz się nie zgodzić i mnie odprawić do kogoś innego.
- Pod warunkiem, że będziesz mi pomagać ogarniać to mieszkanie i nie będziesz się do mnie zbliżać w nocy. - walnęła prosto z mostu swoje wymagania, bardzo szybkim tonem jakby nie myślała co mówi lecz powiedziała. Co prawda, ucieszył mnie fakt możliwości, lecz to było dość chłodne przyjęcie z mojej perspektywy.
Zgodziłem się na warunki umowy, po czym zaprowadziła mnie i oprowadziła mnie po domu. Zobaczyłem podziurawioną lekko ścianę oraz nóż na tarczy. Widząc moje zaciekawienie rzuciła żartobliwie, że “To będzie czekać mojego dołu jak spróbuje coś z nią zrobić nocą.” śmiejąc się cicho. Ostrzeżenie godne powagi zwracając uwagę na to, że perfidnie zasugerowała kastrację przy złym ruchu bądź jeszcze gorzej. Lepiej nie wiedzieć co by się stało jeśli w duchu była poważna z tym. Widząc, że wciąż odczuwam ból podczas poruszania się, zasugerowała mi abym poszedł w tym czasie do wilków którzy zajmą się tymi ranami bardziej profesjonalnie niż to jak ona załatwiła. Nie zaprzeczając udałem się licząc na obsługę godną opatrywania samych alf. Może nie było tak dobrze, lecz udało im się zadbać o moje ciało, mimo, że pewien czas zajęło im zrozumienie moich protestów co do bandażowania szyi, pamiętając wcześniejsze doświadczenie jak to zrobiła Jasmine.
Po skończonej “terapii” udałem się w stronę gdzie od teraz miałem tymczasowo mieszkać. Tymczasowo, ponieważ nie wiadomo czy wadera nie chciałaby mnie wyrzucić przy pierwszej lepszej możliwej okazji gdy tylko będzie to możliwe.
Gdy doszedłem spotkałem się z kompletnie innym widokiem niż się spodziewałem, Jasmine miała przygotowane jedzenie wystarczające dla nas obu i o dziwo, poczekała z tym na mnie.
- Małe przyjęcie powitalne? - Zapytałem podnosząc brew w zaciekawieniu tą postawą.
- Po prostu maniery. Siadaj, i jedz. Potem może coś porobimy żebyśmy się obydwaj nie nudzili, bo ja osobiście jeszcze nie zamierzam iść spać, przynajmniej póki ty nie pójdziesz.
- Rozumiem, że nie liczy się do tego tamte ostrzeżenie? - zapytałem z lekkim śmiechem próbując rozluźnić atmosferę po czym Jasmine powoli i z bardzo poważną miną wyciągnęła schowany pod sobą nóż który wcześniej znajdował się na tarczy lecz teraz znajdował się w jej łapie.
Zamarłem rozumiejąc aluzję licząc, że tylko z tym żartowała. Ponieważ ja tylko żartowałem.



<Jasmine? Nie spodziewałem się, że to zajmie aż cały miesiąc nim będę miał wolny czas by w końcu coś wymyślić i to napisać. Cały miesiąc, o jezu…>

Od Cristal cd. Exan


No dobrze już.Nie musisz brać drugiego.Będę łaskawa-zaśmiałam się i zarzuciłam jeden kosz na szyję,a drugi wzięłam w pysk.Przyznaję,łatwo nie było,ale rzeczywiście nie chciałam wykończyć Exana.Szczególnie przed jutrem.Ruszaliśmy odnieść koszyki.Chłopak co chwila namawiał mnie bym oddała mu jeden z nich,ale ja zręcznie unikałam jego ręki.Po sześciu takich próbach przekonałam go,że mój upór jest zbyt wielki.Droga nie była długa,więc szybko znaleźliśmy się w drodze do mojej jaskini.Idąc wypytywałam Exana,jak dokladnie wyglądał trening.Początkowo zdziwił się,że tak interesował mnie ich rozkład zajęć,ale po chwili zaczął się chwalić swoimi dokonaniami.Nie ukrywając dumy pocałowałam go w policzek (na szczęcie był w postaci wilka,co znacznie mi to ułatwiło).Nim się obejrzeliśmy,już byliśmy w mojej jaskini.Na rozluźnienie zaczęłam go błagać o to,by zagrał ze mną w coś.Tak zaczęliśmy grać w kółko i krzyżyk na ścianie w jaskini (za każdą wygraną był rewanż,więc w końcu nikt nie wygrał całego starcia),a kończyliśmy rysowaniem karykatur zużywając kredę,którą kiedyś znalazłam.Na dworze dawno zapadł zmrok.
-Następnym razem idziemy do ciebie.U mnie już powoli nie ma co robić...-westchnęłam.
-Chyba na odwrót.Tam wieje nudą!
-Jutro to sprawdzimy,a teraz kładź się do łóżka!
-Zaraz....Co?!Czemu miałbym się kłaść?!-zawołał oburzony.
-To oczywiste.Ty musisz jutro iść na kolejny trening i musisz odpocząć-powiedziałam patrząc na niego zadziornie.
-A ty jutro nie wstajesz,by nazbierać kolejnej porcji zielska?-zapytał ironicznie.
-Wyobraź sobie,że mam jutro lepsze zadanie od "zbierania zielska".
Exan spojrzał na mnie jeszcze raz wzrokiem,jakby otrzymał karę śmierci i wymamrotał coś pod nosem,po czym powlókł się bez słowa do sypialni.Oczywiście odczekałam kilka minut i poszłam za nim.Gdy weszłam do pokoju zobaczyłam,że łóżko jest puste.
-Exan...?-zapytałam,ale nie otrzymałam odpowiedzi.Pokój był pusty.Nagle ktoś przytulił mnie od tyłu.
-Szukałaś kogoś?-usłyszałam głos basiora.
-Jak znalazłeś się za mną?-zapytałam i wtuliłam się w jego futro.
-Nie myśl sobie,że możesz mi tak rozkazywać!A poza tym mam swoje sposoby.Cri,idziemy spać oboje-powiedział całując mnie w czoło.Po chwili znalazłam się w jego objęciach ułożona pod kocem.Spojrzałam na basiora,który prawie od razu zasnął.Widziałam od początku,że był zmęczony,ale nie chciał tego pokazać...Szepnęłam tylko "przepraszam" i idąc w jego ślady zasnęłam.

***

-Cri,jakie masz dziś zadanie?-zapytał Exan.Wyszliśmy właśnie z jaskini,a basior miał zaraz ostatni w tym tygodniu trening.
-Dowiesz się w swoim czasie-odparłam krótko.
-No powiedz!Ty wiesz,gdzie ja idę!-ciągnął dalej.
-Zobaczysz mnie szybciej niż myślisz-uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam na pożegnanie-Do zobaczenia!
Exan tylko westchnął,ale również uśmiechnął się.Ruszyłam szybko w kierunku umówionego z Alexem miejsca.Szybko dotarłam na polanę i weszłam za najbliższe drzewo ukrywając się wśród gałęzi pozbawionych liści.W niedługim czasie spostrzegłam kilka osó idących w moim kierunku.Zatrzymali się na środku polany i zaczęli się rozglądać zakłopotani.
-Witam wszystkich!Dziś na treningu nie mógł się pojawić ani alfa,ani beta,więc to zadanie przekazali mnie,zgodnie z moją funkcją-poinformowałam wszystkich powoli wychodząc zza gałęzi.Wszyscy byli zaskoczeni,ale najbardziej interesowała mnie reakcja jednego z basiorów.Gapił się na mnie z szeroko otwartymi oczami,jakby zobaczył zmorę.Oczywiście,mówiłam o Exanie.Z szerokim uśmiechem kontynuowałam przemówienie.-Dziś będziecie ćwiczyć w formie wilka,jako że ta postać mi najbardziej odpowiada.Nie zrobię wam żadnych ulg,więc darujcie sobie nawet pytania.Pod koniec kilka wilków stoczy walkę ze mną.Jedynymi zasadami będzie nie zabijanie i zadawanie długotrwałych ran.Dobrze.To chyba wszystko.Zacznijmy...zabawę...-dodałam szeptem ostatnie słowo.

<Exan?Chyba próbuję cię wykończyć...Dokończ za mnie xd>

piątek, 17 listopada 2017

Od Setha cd. Rangiku


Przez całą drogę na polane myśli zaprzątało mi jedno, a właściwie to dwa pytania. Pierwsze z nich dotyczyło tego, jakim cudem Rangiku nawet po przemianie zachowała zarówno kolor, jak i w dużej mierze... wygląd? swoich włosów. Zastanawiało mnie, jak to się dzieje, szczególnie w przypadku przedstawicielek przeciwnej do mojej płci. Mógłbym wymieniać długo, gdyż prawda jest taka, że niemal każda znana przeze mnie wadera w tej watasze posiada tą cząstkę człowieczeństwa nawet pod tą drugą formą. Druga myśl była natomiast w pewnym sensie połączona z tą pierwszą, a dotyczyła ona jakże interesujących ogonów, pokrytych tym samym odcieniem fioletowego futra co reszta ciała. Magia nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać, nie tylko pod względem umiejętności, ale i wyglądu. Dlaczego to wszystko wydaje mi się dziwne? Może dlatego, że wychowywałem się w odosobnieniu od innych mojego pokroju, samemu będąc zwyczajnym, czarnym wilkiem. Nie posiadałem żadnej nadewolucyjnej części organizmu, jak na przykład dodatkowe pazury czy w przypadku mojej nauczycielki, ogonów. Mojej sierści nie zdobiły także żadne tatuaże jak u rodzinki Midnight ani różnorakie wzorki, widoczne u niektórych wojowników. Pod względem wyglądu nie odróżniałem się niczym od przeciętnego wilka, przez co z łatwością mógłbym zaginąć w tłumie.
W tamtym momencie z moich jakże głębokich przemyśleń wyrwał mnie głos Rangiku. Słuchałem ją z podzielną uwagą, odpowiadając zdawkowo i znów zastanawiając się, jakim cudem wilki potrafią rozmawiać jak ludzie. A może to tylko mnie się tak wydaje, a dla człeków nas słuchających jedynie warczymy w swoją stronę? Niestety, nie dane było mi dokończyć tych myśli, gdyż chwilę później wadera odeszła kawałek, następnie szybko się chowając. Doszedłem zatem do wniosku, że ja również powinienem był się ukryć. Z tego też powodu dałem szybkiego nura pod najbliższy krzew, w duchu modląc się, by wcześniej żadne zwierzę nie postanowiło zrobić sobie z niego toalety. Na moje szczęście w zasięgu węchu nie wyczuwałem nic innego jak tylko ziemię i patyki. Swój ruch wykonałem być może zbyt gwałtownie, gdyż dotknięty przez późną jesień krzak ponownie ogołocony został z kilku zwiędłych liści, upadających na ziemię tuż przed moim nosem. Zamarłem w tamtym momencie, oczekując na jakąkolwiek reakcję ze strony któreś z moich przyszłych ofiar. Te jednak za nic miały to drobne poruszenie, dalej skubiąc resztki zielonej trawy. Wypuściłem powoli powietrze, myśląc, co mam dalej robić. W głowie pojawiło mi się mgliste wspomnienie, w którym to podczas oglądania telewizji natrafiłem na jakiś serial dokumentalny opisujący przebieg polowania wilków. Problem polegał jednak na tym, że nawet jeśli chciałbym tą metodę wykorzystać, nie byłoby możliwości. Dlaczego? Może dlatego, iż powszechnie wiadomo, że wilki to zwierzęta stadne, które polują RAZEM. Tak więc kiedy już skończę, nie zapomnę w bardzo subtelny sposób wypomnieć tego mojej nauczycielce, która teraz zapewne siedzi gdzieś w tych krzaczorach i czeka na darmowe żarcie. Żarcie, którego nie dostanie, jeśli dalej będę zajmować się czymś innym niż polowaniem. Porzucając zatem wszelkie zbędne myśli, ponownie skupiłem uwagę na czterech zwierzętach pasących się przede mną, w duchu dziękując autorowi elementarza z pierwszej klasy za podanie sposobu na odróżnienie samicy od samca. Dzięki temu uniknę klapy na wstępie. Spuszczając z oczu rosłego jelenia, który w ludzkiej postaci byłby pewnie jakimś osiłkiem na sterydach, spojrzałem w kierunku smukłych łani, których skóra wydawała się tak cienka, iż wystarczyłoby jedno machnięcie łapą, by ją przeciąć. I bardzo dobrze. Za cel wybrałem sobie tą stojącą najbliżej mnie, co prawda mniej dorodną w porównaniu do pozostałych, ale zarazem słabszą i wolniejszą, a co za tym idzie: będącą łatwiejszym celem. Teraz muszę tylko czekać na odpowiedni moment, by zaatakować. Pytanie za 100 punktów, kiedy on nastąpi? Czekałem dobre 10 minut, aż ta cholerna łania postanowi ruszyć te swoje cztery litery, podchodząc bliżej mnie. Kiedy jednak zamiast podejść ta się oddalała, nie chciałem dłużej czekać. Niczym wystrzelony z procy pomknąłem w kierunku swojej ofiary, w zaledwie sekundę pokonując połowę dystansu mnie od niej dzielącego. Niestety, na tym zjazd z górki się zakończył. Podobnie bowiem, jak siostra ma swojego obrońcę w postaci brata, tak i ta święta trójca przede mną ma swojego, o którym na swoje nieszczęście zapomniałem. Jedynie gwałtowne hamowanie oraz pochylona sylwetka ciała zagwarantowała mi uniknięcia nadziania się na rogi jelenia, w mgnieniu oka zastępującego mi drogę do jedzenia. Gdybym miał pewność, że jestem w tym lesie sam, z pewnością odwróciłbym się na pięcie i uciekł, zadowalając się jakąś marną konserwą wyciągniętą z dna szafy. Ponieważ jednak miałem widownię, postanowiłem nie dać się tak łatwo pokonać. Szybko cofnąłem się o kilka kroków, po znalezieniu się w bezpiecznej odległości dumnie się prostując, lecz wnet porzucając tą pozę na rzecz nieco pochylonej, z obnażonymi kłami oraz głębokim warkotem opuszczającym gardło. Jeleń w odpowiedzi ponownie zamachnął się w moją stronę swoim porożem, z którym spotkania uniknąłem chyba tylko i wyłącznie dzięki skoku w bok. Sytuacja ta powtórzyła się jeszcze kilka razy, co przyjąłem z niemałym zadowoleniem. W taki oto bowiem sposób znalazłem się pomiędzy tym tępym jeleniem, a jego ukochanymi panienkami. Posyłając w jego kierunku ostatnie kłapnięcie szczękami, które w połączeniu z coraz częściej biegającym po moim futrze napięciem wyglądało na pewno ciekawie, czym prędzej pomknąłem w ślad za uciekającymi łaniami, jednocześnie goniony przez ich faceta. O matko, ale to zabrzmiało.
W końcu w oddali zamajaczyły mi trzy charakterystyczne, biało-brązowe kształty. Dobrze wiedziałem, iż miałem nikłe szanse, by je dogonić. Ani myślałem się jednak poddać. Przez chwilę zastanawiałem się, dokąd prowadzi pomniejsza ścieżka, którą postanowiły podążać. Z tego, co pamiętam, biegła przez las, wzdłuż rwącej rzeki, a następnie przy zboczu... I to jest myśl. Zamiast kontynuować pościg, nagle odbiłem w lewo, powodując w ten sposób niemałe zamieszanie w główce pana J. Po dłuższej chwili usłyszałem jednak stukot jego kopyt o twardą ziemię, co utrzymywało mnie w przekonaniu, iż ciągle biegnie za mną. Ciekaw jestem, czy ma lęk wysokości, bo jeśli tak, to niech lepiej od razu zawróci. Kiedy bowiem w polu mojego widzenia pojawiła się krawędź urwiska, z największą na jaką było mnie stać prędkością przekroczyłem ten bezpieczny próg, na chwilę zawisając w powietrzu, w następnej sekundzie spadając. Mój plan polegał bowiem na przecięciu drogi ucieczki łaniom, co uzyskałbym poprzez skok wprost na grzbiet jednej z nich. Ten pomysł miał jednak ogromną dziurę - nie pomyślałem, że tych zwierząt może tam nie być. Niewiele myśląc, gdy od ziemi dzieliły mnie jakieś 3 metry, przybrałem ludzką formę, lądując na szybko uginających się pod siłą uderzenia nogach. Po kilku koziołkach, szybko przystanąłem w półsiadzie, wbijając wzrok w stronę końca ścieżki, z której słychać było tętent kopyt. Odruchowo spojrzałem również do góry, gdzie jakieś 10 metrów wyżej stał niezadowolony jeleń, mordercze spojrzenie mające utkwione we mnie. Zamiast jednak skupić się na nim, ponownie zerknąłem przed siebie, w następnej chwili znów przyjmując wilczą postać. Zignorowałem wszelki ból związany z upadkiem z takiej wysokości, w myślach mając tylko jedno, chore słowo: Zabij. Niewiele myśląc, powolnym krokiem ruszyłem w stronę zakrętu, zza którego niebawem wyłoni się mój posiłek. Tam przyczaiłem się, ignorując wściekłe tupania jelenia i nasłuchując. Wtedy właśnie zdałem się na instynkt, tak jak mówiła o tym Rangiku. Za cel wybrałem sobie tą biegnącą najdalej od zbocza, a kiedy wyłoniła się zza ściany, skoczyłem na nią. Efektem była pomniejsza karuzela, kiedy to raz ja, raz sarna była przyciskana do ziemi. Mimo to nie zwalniałem uścisku szczęk wokół jej szyi, odruchowo się tam pojawiające. Podobnie z resztą, jak instynktownie szarpałem skórę w celu rozerwania jej i przerwania biegu tchawicy. Kiedy jednak po dłuższej chwili nic się nie działo, w mojej wilczej głowie pojawił się inny sposób na skrócenie jej życia. Wbijając zatem pazury w jej ciało zwolniłem jednocześnie uścisk, czym prędzej chwyciłem w szczęki jej kark, unieruchamiając go tym samym. Chwila wytchnienia, bym całą siłę kryjącą się we mnie poświęcił na szybkie obrócenie pyska, czemu towarzyszył głośny chrzęst łamanych kości.
Jakiś czas później w pobliżu pojawiła się Rangiku, niemogąca złapać oddechu. Ja natomiast w tym czasie lizałem pomniejszą ranę na łapie, ignorując tą na prawym policzku. Wadera popatrzyła to na mnie, to na nasz przyszły posiłek, a w jej oczach widać było wiele przeróżnych emocji.
- Nie radzę. - powiedziałem, kiedy zauważyłem, jak podeszła bliżej łani. Widząc jej niezrozumienie, dodałem - Przypadkowo trochę ją przypiekłem, a właściwie to dosyć mocno. Resztki mocy zostały w środku, ale zaraz to ogarnę. Daj mi tylko chwilę.

Ran?...

czwartek, 16 listopada 2017

Od Rangiku cd. Seth

Dzieciak chce polować, to dam mu to polowanie. Niech się pobawi i zobaczy, że wcale nie tak miło i łatwo jest zabrać komuś życie. Nawet tej przysłowiowo bezbronnej łani. Dla niektórych jest to problem psychiczny, zaś dla innych fizyczny. Jeleniowate to z natury szybkie i zwinne stworzenia, więc czasami nawet mocą było ciężko je trafić. Skoro Sethowi zdawało się, że to takie proste to dam mu możliwość wykazania się. Położyłam kubek zaraz obok tego jego i wypuściłam z siebie mocno powietrze. Powoli podniosłam się z ziemi. Rozciągnęłam się lekko gdy stałam już w pionie.
-Choć- powiedziałam krótko i ruszyłam w stronę wyjścia z jaskini. Nie patrzyłam za siebie czy chłopak powtórzył moje ruchu. Czemu bym w końcu miała? Jego sprawa czy się podniesie czy też nie. Sam chciał pozabijać niewinne zwierzęta, nie będę mu tego ułatwiać. Gdy znalazłam się na dworze, dalej poruszając się zmieniłam się w wilka. Mój kochany, wyostrzony węch od razu pochylił trop, pędem ruszyłam w jego stronę. Przyjemny śpiew ptaków miło łączył się z szumem wiatru, w tej mojej małej pogoni za zapachem dzikiego zwierzęcia Wśród moich cichych uderzeń łap o leśne runo, udało mi się słyszeć, lekko głośniejsze. Tamte należały do Setha. Nadążył za mną, to dobrze. Czyli nie jest jakoś bardzo słaby fizycznie. W naszym świecie mogłoby to być  na prawdę zgubne. Gdy zapach był już na prawdę intensywny, zatrzymałam się i odwróciłam się w stronę mojego towarzysza. Uśmiechnąłem się chytrze i zarzuciłam grzywkę do tyłu. Jest ona chyba najbardziej denerwującą częścią mojego ciała, nawet te ogony nie sprawiały tyle problemów co ona.
-Możesz zabić tylko mocą - kiwnęłam łbem w prawo- tam jest twój cel, ja będę tylko patrzeć. Żadnych podpowiedzi, ani pomocy, zdaj się na instynkt, jednak nie daj mu się ponieść. Pamiętaj, tylko moc!-wyjaśniłam mu sucho zasady, mojej/jego/naszej małej zabawy. W jego oczach było widać jakiś dziwny błysk. Niepewność? Zmartwienie? Ciekawiło mnie to, jednak nie zapytam go o to tak szybko. Jestem wręcz pewna, że mi nie odpowie tak po prostu. Wolał raczej udawać twardego.
-Tylko mocą? - spytała cicho. Wyprostował się, sprawiając teraz wrażenie bardzo pewnego siebie. Jego gra ciała, zaczyna mnie denerwować.
-Tak, tylko nią... Więc idę się schować, a ty przynieś mi jedna lanie, jedna- podkreśliłam to ostatnie słowo i odwróciłam się za siebie. Poruszyłam powoli łapami, za nim była daleko od niego rzuciłam jeszcze krótkie- i pamiętaj, że musisz ją potem zjeść- przeszłam jeszcze odrobinkę. Gdy zobaczyłam jakiś ruch, schowałam się w pierwszym lepszych krzaku i w ciszy patrzyłam na polane przed sobą. Trzy dorosłe lanie i jeden jeleń pasły się w spokoju. Zupełnie nie spodziewały się że zaraz jedna z nich umrze. Oczywiście o ile młody da radę je dogonić, lub nie spanikuje, zadając im cios. Mam nadzieję że mu się nie uda i ta jego pewność siebie, nagle pryśnie. Z reszta gdy popełni błąd będę miała czego go uczyć, a to zawsze coś. Jakieś podstawy do tej całej farsy.


<Seth?>