środa, 28 lutego 2018

Event Walentynkowy


Gromkimi oklaskami i masą całusów proszę Was o przywitanie jakże cudownych i romantycznych Walentynek! Znaczy powitamy je w następną środę, ale kto zabroni nam świętować już dziś?!
Przechodząc do rzeczy, razem z Mid, stworzyłyśmy dla was dwa zadania związane z tym cudownym świętem. Zadania te jak zawsze dadzą Wam okazję do wykazania się, a w efekcie nagrodzenia oraz możliwości urośnięcia w siłę, więc serdecznie zapraszam do ich wykonywania!


Zadanie 1

Praca Graficzna: "Dla mojej miłości"
Opis: Jak zawsze wśród puli zadań musi być jedno przeznaczone dla tych bardziej plastycznie utalentowanych. Tym samym pierwsze zadanie polegać będzie na przedstawieniu prezentu, który wręczycie swojej miłości lub po prostu przyjacielowi. W końcu w ten romantyczny dzień każdy chce doznać trochę miłości. Słodki miś czy tabliczka czekolady na pewno sprawią uśmiech na twarzy waszego wybranka.
Wymagania: 
  • estetyczne wykonanie pracy,
  • technika dowolna, jednak zabrania się używania zdjęć,
  • praca musi zawierać coś więcej niż tylko kwadrat z podpisem "czekolada", "pudełko"
  • praca powinna być podpisana imieniem postaci z bloga
Nagroda: 300 punktów do rozdania

sobota, 24 lutego 2018

Od Aryi i Amosa cd. Alex- "Ślepy Amor"

-Jasne, że chcę!- powiedziałam ze szczęściem w głosie. Od razu gdy dowiedziałam się, że to piękne miejsce ma zawitać do naszego miasteczka, bardzo chciałam się tu wybrać. Nie miałam jednak z kim, a tym samym wolałam nie iść w ogóle. Przypadek jednak chciał, by ta cudowna atrakcja mnie nie ominęła. Jednak dobrze, że trafiłam właśnie na Alexa i że w ogóle zgodziłam się na wzięcie udziału w tym wydarzeniu.
-To chodźmy- odpowiedział, ciągnąc mnie tym samym w stronę wejścia do Wesołego Miasteczka. Głośna muzyka i śmiechy dzieci stały się jeszcze intensywniejsze, gdy przekroczyliśmy bramy tego miejsca. Od razu zaczęłam rozglądać się po całym terenie. Po prawej stał ogromny młyn, na który na pewno będę chciała potem pójść. W końcu nigdy więcej nie będzie mi dane zobaczyć Mercy Fals od góry. Na środku tego miejsca mieścił się ogromny plac, na którym stał namiot o tym samym kształcie. Było to pewnie coś na kształt małego cyrku. Za namiotem zaś ciągnęła się alejka z resztą atrakcji. Spojrzałam na Alexa. Ciekawiło mnie gdzie pójdziemy najpierw. Gdy zobaczył mój wzrok na sobie, od razu się do mnie odezwał:
-Gdzie najpierw chciałabyś pójść?- przez chwilę milczałam zastanawiając się nad odpowiedzią. Młyn na pewno chcę zaliczyć później, gdy będzie ciemno. Chyba najlepiej było by najpierw zacząć od czegoś spokojniejszego. Jakiejś miłej kolejki, która nie pędziła by zbyt szybko.
-Poszukajmy może jakiejś wolniejszej kolejki... a potem jeśli zechcesz pójdźmy na coś szybszego- chłopak kiwnął głową na znak zgody. Ruszyliśmy z raz z tłumem, na główną aleję tego miejsca. Światła i wesoła muzyka, sprawiały że panował tu niezwykły klimat. Zapach waty cukrowej i popcornu potęgował nastrój, zachęcający do zabawy. Po chwili Alex znalazł kolejkę odpowiadającą moim wymaganiom.
-Zaraz wrócę, kupię żetony- jego ręka puściła moją i ruszył w stronę kas, a ja stanęłam tak gdzie mnie zostawił. Oczekiwanie na niego nie trwało jednak długo. Atrakcja którą wybraliśmy musiała nie być zbyt popularna. Gdy chłopak do mnie wrócił, ruszyliśmy w stronę czegoś na kształt spodków ufo. Karuzela akuratnie skończyła swój wcześniejszy kurs, więc szybko zajęliśmy jedno z wielu wolnych miejsc. Chwilę przed odjazdem, jakiś miły, starszy pan zatrzasnął nad naszymi nogami zabezpieczenie, a potem kolejka ruszyła. Jej monotonne kręcenie się w kółko szybko mnie znudziło. Chyba jednak zaczęliśmy, aż nazbyt łagodnie.
-Nie tego jednak chciałam- zaśmiałam się, odwracając się przy tym do Alexa. Chłopak patrzył gdzieś przed siebie. Po jego minie widać było, że również nużył go nasz wybór.
-Ja chyba też- po paru minutach karuzela w końcu zatrzymała się. Z zadowoleniem wysiadłam z wagonika. Nigdy więcej nie powiem, że chcę na jakaś wolniejszą atrakcję w wesołym miasteczku. Kręcenie się w kółko, jednak nie za bardzo mi odpowiada. Gdy odsunęliśmy się trochę od miejsca, w którym dane było nam spędzić ostatnie parę minut, siedząc po prostu ze zmieszanymi minami, rozejrzałam się wokół. Starałam się znaleźć coś, co zapewni nam zabawę jako następne. Chłopak chyba też podjął decyzję, odnalezienia czegoś lepszego. Bo gdy przed moimi oczami pojawiła się lekko ciekawsze kolejka, on akurat ją wskazał.
-Czyli idziemy tam?- spytałam się go


<Alex?>

piątek, 23 lutego 2018

Od Setha cd. Rangiku


Ja pierdolę.
Te dwa słowa doskonale opisują mój stan umysłu, kiedy dzielnie trzymałem moje lepkie łapki przy sobie, podczas gdy Rangiku, MOJA NAUCZYCIELKA, w najlepsze tańczyła sobie na kuchennym stole. Doskonale widziałem, że z początku robiła to wyraźnie niepewnie, jakby z przymusu. W końcu jednak się rozluźniła, a na twarzy pojawił się szczery uśmiech, którym niekiedy obdarza mnie samego. U mnie występował podobny z tą różnicą, iż mój był tylko przykrywką. Nikt nie może sobie nawet zdać sprawy z tego, jaką ten taniec był dla mnie męczarnią. Nie dlatego, że dziewczyna tańczyła okropnie, dokonując na samej sobie towarzyskiego samobójstwa - wręcz przeciwnie. Każdy jej ruch zdawał się być starannie dopracowany, zupełnie jakby robiła to już setki razy. I w tym tkwił właśnie problem. Nie do końca wiem, jakim cudem udało mi się pozostać na swoim miejscu, przy okazji wciąż mając ten debilny uśmiech uczepiony pyska, kiedy najchętniej rzuciłbym to wszystko w trzy diabły i... dołączył do niej. Ręce aż mnie świerzbiły od tego, by położyć je na tych rozkołysanych biodrach, razem z nią odnajdując w ten sposób wspólny rytm i dając się ponieść. Nogi z kolei chciały ruszać się wraz z nią, a nie udawać jakieś konary z korzeniami zapuszczonymi w podłodze. Dobra, nie ma co ukrywać - całe moje ciało chciało do niej podejść. Tak, CAŁE. Na szczęście miałem i mam coś takiego jak rozum, który powstrzymywał wszystkie mięśnie przed prawdopodobnie największym głupstwem, jakie mógłbym zrobić w ciągu mojego życia. W taki oto sposób opierałem się o kuchenny blat z szerokim uśmiechem na twarzy, obserwując jednocześnie wyginającą się w każdą z możliwych stron Rangiku, w środku natomiast będąc niczym obrażony na cały świat przedszkolak, któremu ktoś zabrał cukierka. Kiedy piosenka zmierzała już ku końcowi, mentalnie westchnąłem z ulgą, ciesząc ze zbliżającego się końca mych męczarni. Oczywiście, jak to w życiu bywa, los lubi płatać nam figle. Mnie zagrał na nosie w momencie, kiedy dziewczyna zeszła ze stołu, nadal tanecznym krokiem idąc w moją stronę. Zdziwiło mnie to trochę, jednak w tamtej chwili byłem równie zaciekawiony jak i zdeterminowany do tego, by dalej opierać się niewzruszenie o ten cholerny blat za mną. Jednak zejście z mebla nie było jedyną niespodzianką na dzisiaj, co to to nie. Nagle bowiem ręka mej nauczycielki wręcz wystrzeliła w moją stronę, a mnie przez głowę przeszło, że chciała mi dać z liścia w twarz. Czując jednak delikatny nacisk na piersi, a dokładniej na mostku, opuściłem lekko wzrok próbując zrozumieć, co też się dzieje teraz w jej głowie. Tak jak się tego spodziewałem, nie uzyskałem jakiejkolwiek odpowiedzi. Chyba, że można za nią uznać położenie ręki na blacie tuż obok mojej dłoni. Co ona kombinuje? Odpowiedź uzyskałem po niedługim czasie, a było nią zwykłe cmoknięcie w nos. Zaraz po tej "akcji" ukryła się przed moim wzrokiem, opuszczając spojrzenie i opierając czoło o mój tors.
- Rangiku... - zacząłem po kilku minutach ciszy, uprzednio ściszając radio. Kiedy jednak ta nie zareagowała, ponowiłem próbę - Rangiku, spójrz na mnie.
Ta niestety dalej trwała w swoim uporze, wykazując niebywałe zainteresowanie materiałem mojej koszulki - zupełnie, jakby było to coś wartego więcej uwagi niż moje słowa skierowane do niej. Próbowałem ją nawet od siebie oderwać, wykorzystując do tego swoje ręce. Jak można się oczywiście spodziewać, bezskutecznie. Nie widząc zatem żadnego innego wyjścia, odepchnąłem się od blatu za moimi plecami, obracając wokół własnej osi. Przy okazji pociągnąłem za sobą wciąż uczepioną mojej bluzki dziewczynę, która małymi kroczkami podążała tuż za mną. W taki oto sposób role się odwróciły, przez co to ona była uwięziona między mną, a blatem. Oczywiście, uparciuch jeden, nadal nie podnosił wzroku. Podejrzewałem, że moglibyśmy tak stać nawet tydzień o ile nie rok, a ta nadal by się nie ruszyła. Ceniąc sobie jednak swoją młodość, życie oraz wygląd odbiegający od postury Stacha Szkieleta, nie miałem zamiaru dalej z tym wszystkim zwlekać. Pochylając się lekko nad nią, szybko podniosłem z ziemi, a następnie posadziłem na blacie. Ja natomiast czym prędzej przysunąłem się bliżej niej, nie chcąc pozwolić, by ta mi uciekła. Ulokowany między jej nogami, wyciągnąłem rękę, kierując ją w stronę podbródka dziewczyny. Tam nie wykorzystałem praktycznie żadnej siły, chcąc jedynie samym dotykiem zachęcić do tego, by wreszcie na mnie spojrzała. Kiedy mi się to udało, utkwiłem wzrok w jej oczach, tam próbując znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytania. Jak można to było przewidzieć, ta uciekła, wykazując niebywałe zainteresowanie czymś znajdującym się za mną.
- Rangiku, powiedz mi, w co ty grasz? - zapytałem jakby sam siebie, gdyż nie oczekiwałem odpowiedzi. Chwilę jeszcze tak staliśmy, a właściwie to ja stałem, nie odzywając się do siebie. Ciszę tą przerwałem ja, mówiąc i odsuwając się zarazem od niej - Już nigdy więcej nie będę cię o to prosił. Zakład zakładem, zostawiam praktycznie pusty słoiczek po czekoladzie, kakao nie tknę.
Mimo moich słów, ta dalej uparcie patrzyła na wszystko tylko nie na mnie. Już miałem na nią nakrzyczeć za to, jednak przed tak idiotycznym pomysłem uratował mnie swego rodzaju obowiązek. No bo skoro ona naruszyła moją strefę osobistą, dlaczego ja mam tego nie robić? Nie czekając zatem na zgodę, nachyliłem się w jej stronę, składając szybkiego buziaka na jednym z policzków. Te nie stały się natomiast czerwone tylko i wyłącznie dlatego, że były jeszcze takie od dobrych kilku minut. Dodatkowo znów zniszczyłem jej fryzurę, co ta skomentowała poprzez głębokie westchnienie. Na ten dźwięk uśmiechnąłem się niemrawo, idąc w stronę drzwi wyjściowych. Nie widziałem już bowiem większego sensu w dalszym siedzeniu w tych czterech ścianach, przy czym treningu już raczej nie będzie. Zanim jednak zdążyłem opuścić kuchnię, za sobą usłyszałem odgłos schodzenia z blatu, a następnie biegu, a potem...
W ostatniej sekundzie złapałem nogi dziewczyny, ratując ją w ten sposób przed upadkiem. Zostało to nagrodzone możliwością trzymania jej na plecach, a w następstwie... targaniem moich włosów?


Ran? Bosze, spam źle na mnie działa :-:

Od Rangiku cd. Cristal- "Ślepy Amor"

W raz z portmonetką mojej koleżanki ruszyłam do lady, by zamówić nam coś do picia. Stanęłam w niedużej kolejce. Z zastanowieniem przyglądałam się menu. Co stąd bym wypiła gdybym była w postaci wilka i nie potrafiła zmieniać się w człowieka? Za pewnie nic. Wezmę więc Cristal to samo co sobie. Waniliowe cappuccino zdawało się najbardziej smakowitą propozycją. Do wyboru miałam wziąć je z bitą śmietaną i posypką cynamonową lub bez obydwu dodatków. Po długim namyśle postanowiłam wziąć najbardziej "ekskluzywną" wersję upragnionych napojów. Nim spostrzegłam kolejka skurczyła się na tyle, że była moja kolej. Z uśmiechem na twarzy wytłumaczyłam kasjerce czego pragnę oraz jej zapłaciłam. Jakieś dwie minuty później dostałam swoje zamówienie. Chwyciłam za drewnianą tackę, na której leżały nasze kawy i udałam się do wybranego wcześniej przez nas stolika. Z zadowoleniem na twarzy ułożyłam obie kawy na ich miejscach. Jedną koło mojego siedzenia, druga przy Cristal.
-Poradzisz sobie jakoś?- spytałam się jej cicho, a ona kiwnęła łbem na tak. Usiadłam na swoim miejscu. Od razu upiłam łyk napoju. Kawa była bardzo smaczna. Cieszyłam się z wyboru który podjęłam.
-No więc co porabiałaś ostatnie czasy?- ciche pytanie wydobyło się z mych ust. Rozejrzałam się po kawiarni, czy nikt nie siedzi blisko nas. Ukryłyśmy się jednak na tyle dobrze, że nie musiałam się obawiać niepotrzebnych gapiów. Nie chciałam w końcu wywołać przerażenia gadającym psem.
-Nic niezwykłego-kiwnęłam głową na znak zrozumienia. Podniosłam łyżeczkę z małego talerzyka, który stał pod kubkiem i nabrałam trochę piany. Wsunęłam łyżkę do ust i wylizałam ją.
-A co u Exana? Oczywiście po za tym, że wykorzystujesz jego znajomych- zaśmiałam się cicho.
-Dużo się nie zmieniło, tylko...- w słowo Cristal wszedł jakiś chłopak, wypowiadający moje imię. Nad naszym stołem pojawił się rosły mężczyzna. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem i lekką paniką. Boże, błagam niech nie spyta o Cri. Chociaż tak właściwie kim on jest? Chciałabym wiedzieć.
-Dawno cię nie widziałem, co tam?- powiedział. Że co? Jak ktoś kogo nie znam, mógł powiedzieć coś takiego?
-Eee... kim jesteś?
-Nie pamiętasz mnie? Nawet nie wiesz jakie to bolesne złoto-oka piękności- chciałam go uderzyć. Był tak pewny siebie, że aż płakać mi się chciało. Skąd ja niby miałam pamiętać takiego dupka. Kiwnęłam głową przecząco, a on wtedy skrzywił się nieciekawie- jestem kumplem twojego brata, kiedyś nas sobie przedstawił- dobra, teraz wszystko jasne. Ilość osób która kręciła się wokół Seki'ego była na tyle duża, że nie pamiętam nikogo z nim związanego. Szkoda tylko, że ci ludzie pamiętają mnie- To ja może zajmę miejsce twojego psa i sobie porozmawiamy, tak wiesz, jak za dawnych dobrych lat- spojrzałam na niego groźnie. Jednak on to zignorował i zaczął pchać się na biedną Cri.

<Cri? Nie umiem>

Od Alex'a cd. Aryi i Amosa - Ślepy Amor


Zaprawdę powiadam, nie mam bladego pojęcia, skąd przyszedł mi do głowy ten pomysł. W sumie, może nawet lepiej, że wpadłem na niego, a nie na jakieś kiepskie kino, w którym nic ciekawego nie ma, a sama dziewczyna może do niego pójść w każdej chwili. Co jak co, ale mój plan był o wiele bardziej ambitny niż jakiś film czy też wyjście do restauracji. Już na samą myśl o tym dostaję odruchów wymiotnych. I nie ma co ukrywać, że nie musiałem praktycznie nic robić w ramach przygotowań, a i tak na nasze przyjście wszystko będzie gotowe. Bez żadnych rezerwacji. Dla mnie? Cudownie. Czym więc jest ów niespodzianka, do której ciągnę przez praktycznie całe miasteczko dziewczynę? Wkrótce się dowie.
Przypominając sobie o niej, zerknąłem przez ramię w nadziei, że ta idzie tuż za mną. Kiedy jednak spojrzałem do tyłu, zauważyłem jedynie ogrom obcych twarzy. Przystanąłem zatem raptownie, pomimo wzrostu stając dodatkowo na palcach i szukając wśród tłumu dziewczyny. Jak można się niestety spodziewać, nigdzie jej nie było. No pięknie, po prostu super. Zgubiłem ją. Albo ta nagle się rozmyśliła i poszła sobie, zostawiając mnie samego. Nie wiem, która z tych opcji byłaby gorsza. Chyba ta pierwsza.
- Tutaj jesteś. - powiedziała nagle, pojawiając się praktycznie jakby znikąd - Nie idź tak szybko, w tym tłumie trudno za tobą nadążyć.
Spojrzałem w prawo, gdzie stała właśnie dziewczyna. Patrzyła na mnie z lekką złością, krzyżując ramiona na piersi oraz jakby czekając na moją reakcję. Mam zatem nadzieję, że nie zauważyła nagłej ulgi, którą szybko zakryłem szerokim uśmiechem, a także słowami:
- Już myślałem, że mi się zgubiłaś. - popchnięty przez śpieszącego się gdzieś chłopaka, zmuszony zostałem do zrobienia jednego kroku w stronę Aryi, w drastyczny sposób zmniejszając tym samym odległość między nami - Dobra, teraz postaram się iść wolniej. W razie czego krzycz.
Po tych słowach znów ruszyliśmy przed siebie. Oczywiście nie musieliśmy długo czekać, by sytuacja sprzed kilku minut znów się powtórzyła. Zdałem sobie z tego sprawę w momencie, kiedy przystanąłem przed przejściem dla pieszych, na którym paliło się czerwone światło. Chciałem wówczas rzucić jakiś głupi tekst praktycznie o niczym, lecz kiedy odwróciłem się w kierunku miejsca, w którym rzekomo miała stać dziewczyna, nie było jej tam. Zamiast niej stała tam blondynka, której tapeta zaczęła wręcz spływać z twarzy. Ona chyba jednak nie zdawała sobie z tego sprawy, gdyż po zauważeniu mojego spojrzenia na jej osobie, rozpoczęła podryw. Chociaż mało udany, gdyż jedyne słowa, które do niej skierowałem, to:
- Topi ci się plastik. - Krótko, prosto i na temat.
Ta z początku nie zrozumiała, o co mi chodzi. Dopiero po przyłożeniu palców do twarzy i zobaczeniu na nich bladoróżowych plam pudru, krzyknęła przeraźliwie, wybiegając na drogę akurat na zielone światło. Jej próbie ratowania resztek godności nie poświęciłem jednak nawet chwili uwagi, gdyż znów przeszukiwałem tłum w poszukiwaniu Aryi. Odnalazłem ją niemal natychmiast, wraz z tłumem idącą w kierunku przejścia, a co za tym idzie - mnie. Ignorując wszelkie przekleństwa pod moim adresem, z uśmiechem czekałem na to, aż ta w końcu nieco się przybliży. Kiedy tak się stało, nie słuchałem jej tłumaczeń na to, dlaczego znów znalazła się kilka metrów z tyłu - co na pewno nie było moją winą, gdyż tak jak jej obiecałem, zwolniłem kroku. Zamiast tego wszystkiego chwyciłem jej dłoń, wznawiając marsz i zerkając w jej stronę.
- Tak już na pewno cię nie zgubię. -Mówiąc, uśmiechnąłem się szeroko.
Ta również się uśmiechnęła, jednak o wiele delikatniej i, bo ja wiem, nieśmiało? Przez chwilę myślałem nad tym, lecz wnet porzuciłem ten temat na rzecz innego, o wiele bardziej interesującego oraz zrozumiałego. Zbliżaliśmy się już bowiem do miejsca, o którym wcześniej mówiłem dziewczynie, a które było ów tajemniczą niespodzianką. Nawet bez wilczych zmysłów dało się już słyszeć radosną muzykę oraz wyczuć woń różnych przekąsek, takich jak popcorn czy wata cukrowa. Dziewczyna idąca obok mnie również musiała zwrócić na to uwagę, gdyż delikatnie, niemal niewyczuwalnie, mocniej ścisnęła moją dłoń. Spojrzałem zatem w kierunku Aryi, a widząc jej pytający wzrok, mrugnąłem do niej konspiracyjnie. Pokonawszy ostatni zakręt, udało mi się jedynie ujść kilka metrów, gdyż stająca nagle w miejscu dziewczyna nie pozwoliła mi zrobić ani jednego kroku dalej. Zaciekawiony, odwróciłem się w jej stronę, obserwując z lekka zaskoczoną twarz dziewczyny. Ze zniecierpliwieniem oczekiwałem jej reakcji, która z początku ograniczała się jedynie do patrzenia na obiekt znajdujący się przed nami.
- Wesołe miasteczko? - wydusiła wreszcie z siebie, przenosząc wzrok na mnie.
Z tonu jej głosu nie mogłem wywnioskować, czy ów pomysł jej się spodobał czy też nie. Nie wiedząc zatem za bardzo, jak zareagować na jej pytanie, które przez postronnych mogłoby zostać uznane nawet za retoryczne, odpowiedziałem po dłuższej chwili:
- Wiesz, każdy z nas ma coś z dziecka. A gdzie najlepiej jest się bawić dużym dzieciom, jak nie w wesołym miasteczku? - po chwili ciszy dodałem, wzruszając ramionami - Oczywiście jeśli nie chcesz, możemy pójść gdzieś indziej. To już zależy od ciebie.


Arya? Amos? Wybacz za to cuś na górze :<

Od Cristal cd. Rangiku - Ślepy Amor


Spojrzałam nieco zdziwiona na dziewczynę.Wylosowałam Ran?!Przecież poza Exanem to z nią spędziłam najwięcej czasu.Zaczęłam się śmiać z tego zrządzenia losu,a dziewczyna niepewnie mi się przyglądała.
-Cri,aż tak cię to rozbawiło?-spytała się i założyła ręce udając urażoną.-Uważasz,że nie jestem wystarczająco dobrą partnerką?
-Wybacz,ale tego się po prostu nie spodziewałam,a ty jeszcze mówisz o tym,jakbyś była temu winna.Dobra,masz teraz wybór:albo idziesz ze mną jako psem na miasto,albo idziesz na randkę z tamtym chłopakiem,który miał mnie zastąpić.
-Czemu pytasz mnie o tak oczywiste rzeczy?Jak ci odmówię to znów mi znikniesz na pół roku!
-No dobrze...Czyli wychodzi na to,że ja będę dziś odgrywała rolę basiora,a ty będziesz do woli korzystała z moich pieniędzy,tak?-zrobiłam uśmiech pełen niezadowolenia,a Ran niewinnie na mnie spojrzała udając niewiniątko.Przewróciłam oczami i zapukałam do drzwi domu.Gdy chłopak mi otworzył,wyjaśniłam mu całą sytuację,a on wyglądał na dość zadowolonego.Spojrzałam w stronę Ran,która wzruszyłam tylko ramionami.Zmieniłam się w psa i obie ruszyłyśmy w kierunku miasta.Nie byłam tam od ponad roku i nieco się denerwowałam.Niska dziewczyna z huskym bez smyczy...to wcale nie jest podejrzane....Stłumiłam jednak te myśli.Nim weszłyśmy na tłoczniejsze uliczki rozmawiałyśmy o tym gdzie pójdziemy.Pierwszym miejscem była kawiarnia,do której można było przyjść z psem.Minęła dobra chwila nim przekonałam Rangiku,że takie miejsce jest w naszym mieście.Była jakieś 10 minut drogi z naszej obecnej lokalizacji.Szłam krok w krok obok dziewczyny wypinając swoją pierś,podnosząc głowę i udając dumnego samca.Ran z kolei starała się udawać dostojną pannę,ale po chwili wybuchnęła śmiechem (a ludzie wcale nie zwracali uwagi na dziewczynę śmiejącą się do zwierzaka....).Teraz tylko wytrwać w tej pozie.Wygląda na łatwe,ale jest prawie niemożliwe do zrealizowania.Na szczęście tuż za rogiem zobaczyłam nasz cel.Prawdę mówiąc to trochę głupio się czułam idąc w takie miejsce,ale cóż zrobić?Przed wejściem do środka podałam Rangiku dyskretnie portmonetkę,która była zawieszona na mojej szyi,by zapłaciła z moich pieniędzy.Dziewczyna skrzywiła się widząc to,ale nie sprzeciwiła się.Kawiarnia w gruncie rzeczy nie wyglądała jak psi plac zabaw.Ran pokazała mi stolik najbardziej oddalony od innych ludzi i powiedziała,że zaraz do mnie dołączy.Posłusznie wykonałam jej polecenie i wskoczyłam na jeden z foteli i zaczęłam się zastanawiać,co powinnam zrobić,by uszczęśliwić Ran i sprawić,że będzie miło wspominać to wyjście.


Ran? Czy w kawiarni może wydarzyć się coś ciekawego?

czwartek, 22 lutego 2018

Od Luny do Artemisy


W budynku zrobił się straszny „żar" wszyscy ludzie, którzy nie ruszyli na wojnę, robili taki hałas, jakby sama „Twierdza” została zaatakowana przez wrogie siły. Wszyscy więźniowie zbliżyli się do krat swoich cel, po czym skierowali wzrok ku schodom prowadzących do wyjścia. Różowo włosy wilk podniósł się na równe łapy i też podszedł do krat. Więźniowie z dalszych cel wołali wilczyce z pierwszej celi.
-Luna, Luna! Słyszysz coś. –Wilczyca zaczęła się denerwować, aż w końcu wrzasnęła.
-Przez was nic nie słyszę! -Od razu zapadła cisza, wilczyca zamknęła oczy i nastroszyła uszy, by wychwycić najważniejszej interesujące ją i resztę przekazywane wiadomości w górnej części budynku. Wadera wyłapywała różne słowa ... „Jak to mogło się stać" , „uciekamy" „Pani nie żyje". Czerwono włosa otworzyła oczy i spojrzała w głąb lochów, po czym rzekła. - Mauren Layos nie żyje!
Te słowa po lochu odbiły się wielkim echem, gdy to ucichło, zastąpił je wrzask radości. Wszyscy zaczęli uderzać w kraty, mając nadzieje, że się wygną, albo w ściany. Komu się udało wydostać, pomógł reszcie. Prawie wszystkim udało się uciec. Po oddaleniu się od miejsca, w którym byli więzieni, każdy z nich poszedł w swoją stronę. Różowa Wilczyca poszła w kierunku, który poprzedniej nocy wskazał jej księżyc. Po jednym dniu bezy ustalonego marszu wilczyca wraz z nastaniem z zmierzchu dotarła na granice pewnej watahy, wywnioskowała to z unoszącego się zapachu z okolicy. Tym bliżej była owego terenu tym więcej pojawiało się gwiazd na niebie, które przyozdabiały ciemnogranatowe, nocne niebo. Po krótkim czasie na nocnym płótnie pojawił się księżyc, który był w pierwszy kwartał i leciutko rozświetlał wraz z gwiazdami nocne niebo oraz poniższe tereny. Młoda Wadera powoli weszła na nieznane jej tereny, gdy zawiał jak na tą porę roku ciepły wiatr, który delikatnie muskał jej biały futerko rozświetlające przez promienie Księżyca. Wilczyca doszła w głąb terenów, nie napotykając żadnego wilka, aż do momentu, w którym znalazła się koło skalnej ściany, usłyszała za sobą wołanie.
-Ej ty zatrzymaj się. – głos ten był wydany przez wilka idącego tuż za nią, ów Wilk był skryty w cieniu gęstych drzew. – Kim jesteś i co tu robisz?
Luna powoli się odwróciła do mówiącej w jej stronę postaci.
- Jestem Luna i nie mam złych zamiarów, a po drugie co taka młoda Wilczyca mogłaby wyrządzić złego?
Wilk zrobił trzy kroki do przodu, dając się oświetlić blaskowi księżyca i ukazując swoje zielono żółte futerko.
- To się jeszcze okaże, a teraz pójdziesz ze mną po dobroci albo w złości.

(Artemisa ^^)

Luna!



LiaBorderColie
Imię:
Luna

Pseudonim: 
Pink

Płeć: 
wadera

Wiek:
2,7 lat

Urodziny:
10.05

Orientacja: 
hetero

Rasa: 
Księżycowy sen - Rasa ta powstaje, gdy przynajmniej jeden z rodziców ma żywioł snu lub marzenia a szczenię jest urodzone w krwawą pełnie lub Krwawy dzień. Ich znakiem rozpoznawczym jest zmiana koloru futra w świetle księżyca. Ich wrodzonym darem jest rozumienie mowy księżyca i gwiazd.

Stanowisko:
Uczennica, uczy się na posłańca i wojownika

Aparycja:
Luna posiada różową sierść, najbardziej różowa jest na ogonie i „grzywie" jej futro w nicy zmienia kolor na srebrzysty blask księżyca. Jako wilczyca jest drobnej budowy, jej ciało jest giętkie, a mimo wieku pazury i zęby ma ostre. Jako człowiek ma jedno oko zielone drugie czerwone, podobno, gdy dorośnie, oczy mają się stać jednolite. Nosi opaskę która zakrywa jej jedno oko, jej ubranie jest jedno częściowe i przypomina różowego królika.

Rodzina: 
Jej matka zginęła przy porodzie, zajął się nią ojciec.

Charakter: 
Może się wydawać, że Luna jest leniwa i coś w tym jest, ponieważ lubi sobie poleniuchować. Jest wesoła, robi prawie wszystko chaotycznie, ale skutecznie. Przy spotkaniach z innymi jest otwarta, lubi zawierać nowe znajomości. Wydaje się bujać w obłokach i nie do końca przejmować się otoczeniem, dzięki czemu potrafi zaskoczyć nagłą zmianą charakteru. Potrafi czasem zadać ciężkie pytania, ma często wyczucie czasu, a to czy dobre, czy złe zależy od sytuacji. Jej powaga w danych sytuacjach nie okazuje jej wieku, jest zadziorna, jeśli trzeba. Luna nie znosi, jak ktoś ją obraza, chodź, to przeżyje, ale za bliskich nawet zabije. Jest waleczna, dobrze obmyśla strategie i rozwiązania, dzięki czemu wychodzi prawie z każdej opresji.


Żywioł: 
Sen, Nocny Księżyc, Wiatr

Moce:
  • Gwiezdny pył- ma dwa zastosowania, pierwsze to usypianie przeciwnika, albo drugie powstaje gwiezdna mgła, przez którą ciężko coś zobaczyć.
  • Krwawa gwiazda- obojętnie czy jest dzień, czy noc, słonce czy księżyc oba te ciała kosmiczne, gdy zrobią się czerwone, dodaj sił waderze.

Poziom: 1

Inne:

  • Rozumie mowę księżyca
  • Potrafi się dobrze przemieszczać i cicho
  • Lubi pożartować i kocha słodkości

Kontakt: 
yuki21 [How]

Od Rangiku- cd. Seth

Spojrzałam na ducha stojącego przy Secie. Ciche szepty mówiły mi, że mam robić to samo co on, a dokładniej ona. Dusza wyglądała na lekko młodszą od mnie, jednak dorosłą. Była nad wyraz jak na duszę ładna. Jej smukłe ciało, okalały długie kręcone włosy. Wszystko to w przyjemy sposób komponowało się z jej białym kolorem i lekką przeźroczystością. Przez ostatni rok zdążyłam się nauczyć, że duchy w tym kolorze są dla mnie niegroźne, a nie raz nawet przyjazne. Z resztą zupełnie jak ta tu, chciała w końcu mi pomóc. Nie wiem co bym tak właściwie bez niej zrobiła. Jej krótkie spodenki, sportowe buty i t-shirt z napisem "Nirvana", mówił mi że umarła dość nie dawno. Nie mogła popełnić samobójstwa, ani też zostać zamordowaną. Miała by wtedy inny kolor. Ciekawe więc jak umarła. Może była śmiertelnie chora, albo co gorsza wpadła pod auto. Jedno było pewne, jej śmierć na pewno nie była spowodowana przez nią. Inaczej świat pozagrobowy by ją trochę oszpecił. Uśmiechnęłam się do niej wesoło, a gdy ona zaczęła się poruszać, ja sama zaczęłam kopiować jej ruchy. Na początku robiłam to dość niepewnie, jednak z czasem przyzwyczaiłam się do poruszania rękami i biodrami na wszelkie strony. Dusza przeniosła się na stół obok mnie. Z jeszcze większym uśmiechem kopiowałam je ruchy. Tak właściwie to zadanie sprawiało mi radość, może i nie przez to jakie było, ale przez Ducha który mi pomógł. Pierwszy raz dogadałam się z którymkolwiek na tyle, by nie czuć do niego nawet nutki strachu. Mój wzrok cały czas przeskakiwał pomiędzy Duszą, a Sethem. Na twarzy chłopaka cały czas widniał spory uśmiech. Od jego twarzy kipiała wręcz satysfakcja. Niech się cieszy, póki może, potem dam mu taki wycisk, że będzie mu smutno. Co jakiś czas do naszego wymachiwania rękami, dołączały obroty głowy, a czasem nawet całego ciała. Gdy piosenka chyliła się ku końcowi Dusza zeszła ze stołu. Powtórzyłam jej ruch. Tanecznym krokiem ruszyłyśmy w stronę Setha. Chłopak uniósł jedną brew i z zaciekawieniem patrzył na moje ruchy. Tak bardzo cieszę się, że nie mógł odkryć, że to wszystko to po prostu taniec jakiejś zagubionej duszyczki. Razem z Duszą zbliżyłyśmy się do chłopaka na jakiś metr. W głowie zadudniło mi bym położyła rękę na piersi chłopaka. Nie wiele myśląc wykonałam polecenie. Cóż, nie chcę by moja pomocnica poczuła się niedoceniona, więc wolałam spełnić jej życzenie. Pochwyciłam wzrok chłopaka i uśmiechnęłam się do niego zadziornie. W głowie zaczął mi szumieć cały chórek głosów mówiących bym go pocałowała. Z zastanowieniem spojrzałam na usta chłopaka. Muzyka zmieniła się na głos prezenterki radiowej. Do mojego mózgu nie docierało jednak o czym tak właściwie mówiła. Moje oczy natarczywie patrzyły na miejsce na którym, według dusz powinnam złożyć pocałunek. Przez ilość osób krzyczących w mojej głowie nie potrafiłam zebrać myśli. Na chwilę podniosłam wzrok na oczy chłopaka. Niebieskie tęczówki z zaciekawieniem śledziły moje ruchy. Dziwiło mnie że nie odezwał się w żaden sposób, reagując tym samym na moje zachowanie. Najwidoczniej był po prostu ciekaw co zrobię potem. Przeniosłam rękę na blat za nim. Stałam teraz tak samo jak on wcześniej. Głosy w mojej głowie powoli zaczęły milknąć. Najmilszy z nich jednak dalej powtarzał bym pocałowała Setha. Ten głos należał do mojej partnerki tańca. Gdy chciałam już kiwnąć głową na nie, po mojej głowie rozniosło się ciche "to zapłata". Nie do końca wiedziałam co to dla mnie znaczy. Świat duchów był mi zbyt nieznany. Na prawdę starałam się zrozumieć dawną moc mojego brata, jednak była dla mnie zbyt zawiła. Nie wiedziałam czy bardziej obawiać się konsekwencji braku zapłaty, czy tego co zrobi Seth gdy pozwolę sobie na za dużo. Po chwili dotarło do mnie, że moja pomocnica nie określiła w co mam pocałować Setha. Jako jedyna z dusz nie wspomniała nic o ustach. Nie wiele myśląc cmoknęłam chłopaka w nos. Szybko oparłam się o jego klatkę piersiową by schować swoją twarz. Jeszcze nigdy nie byłam aż tak czerwona jak w tym momencie. Gdzieś tam w moim umyśle zaszumiało ciche "żegnaj" przeplatające się z "powodzenia", a potem nastała cisza. Cisza w której czekałam aż Seth mnie odepchnie, a potem rozszarpie.

<Seth... Biedna Rancia :ccc >

Od Aryi i Amosa cd. Alex- "Ślepy Amor"

Na prawdę chciałbym go rozumieć... i siebie. Jak mogłam być tak głupia i ślepa. Czasami zdaje mi się, że pasowałyby do mnie bardziej blond włosy, niż te które mam aktualnie. Może by nie wysyłać złych znaków i przefarbować się na odpowiedni kolor względem mojej inteligencji. Wyglądałabym wtedy raczej słabo, ale nie lubię oszukiwać ludzi. Z zastanowieniem spojrzałam na Alexa. Nie byłam pewna czy zgodzić się na jego propozycję. Niby mogło być fajnie, ale jednak jakoś obawiałam się tego. Może znów coś źle zrozumiem i wyjdę na idiotkę. Nigdy nic nie wiadomo, a upokorzeń na dziś mi już starczy. Jakby tak jednak nad tym głębiej pomyśleć, to mocno ciekawiło mnie co chłopak wymyślił. Mogło to być czymś na prawdę niespodziewanym.
-A co jest w planach?- spytałam mając nadzieję, że dostanę odpowiedź. Moja nadzieja była jednak głupia, bo w końcu jak ktoś kto niósł mnie przez pół galerii, mógłby mi coś ułatwić.
-Niespodzianka?- pytanie w jego głosie lekko mnie rozbawiło. Muszę teraz odpowiedzieć samej sobie na inne. Czy aby na pewno chcę z nim iść. Tak właściwie to chyba tak. Przecież nie miałam nic innego do roboty, a wcześniej byłam ciekawa naszej randki. Coś w głowie jednak nie pozwalało mi od razu powiedzieć tak.  W końcu nie chciałam znów wylądować jako przenośna lalka.
-Obiecaj że będę szła o własnych nogach- powiedziałam cicho. Chcąc podkreślić, to jak zależy mi na pozostaniu na ziemi, skrzyżowałam ręce na piersi. Cały czas przy tym próbowałam patrzeć na nos chłopaka. Tak by jemu zdawało się że patrze mu w oczy.
-Zgoda- odpowiadał szybko i pewnie. Wiedziałam dzięki temu, że mogę mu zaufać. Rozluźniłam się i lekko uśmiechnęłam. Na twarzy chłopaka również pojawił się uśmiech.
-To chcę iść- chłopak kiwnął głową na znak, że zrozumiał. Szybkim krokiem mnie wyminął i wszedł w drzwi. Ruszyłam za nim. Ciekawiło mnie gdzie mnie prowadzi. Chwilowo myślałam, że nasz ostatni przystanek, będzie tak jak wcześniejsze w galerii handlowej. Mocno się więc zdziwiłam gdy opuściliśmy ten budynek.  Gdy tylko znaleźliśmy się na zewnątrz, poczułam się dość dziwnie. Było tu tak cicho. Po spędzeniu w galerii niecałych dwóch godzin czułam się nad wyraz nieswojo, gdy zewsząd nie docierały do moich uszu krzyki ludzi.
-Cicho- szepnęłam, bardziej sama do siebie niż do mojego towarzysza. Jednak jego wilczym uszom nie mógł umknąć ten szczegół. Przebywanie z magicznymi stworzeniami czasami bywa męczące.
-Tia, po tym co działo się tam, tu jest cicho jak w kościele- spojrzałam na niego na chwilę. Wyglądał na zadowolonego. Ciekawe jak bardzo musi mu się nudzić w domu, że sprawia mu radość spędzanie czasu ze mną. Pewnie nie umie korzystać z komputera czy coś takiego. Alex prowadził mnie cały czas przez tłum ludzi, a ja dzielnie nadążałam za jego szybkim krokiem. Cały czas ciekawiło mnie dokąd to chłopak chce mnie zabrać, jednak nie śmiałam się o to pytać. Zgaduję że skoro powiedział, że niespodzianka, to znaczy że mi nie powie. Pozostało mi więc tylko czekać.

<Alex?>

Od Setha cd. Rangiku


Hmm... Niech no ja się tylko zastanowię... Mam do wyboru zjeść nieco kremu czekoladowego, a następnie zostać wyrzuconym z domu najprawdopodobniej bez możliwości powrotu, a co za tym idzie - straceniem zawsze wypełnionej moim smakołykiem lodówki. Nie ma co ukrywać, że odkąd zamieszkałem z Heather, chłodziarka jest najczęściej miejscem bitwy o to, do kogo powinna należeć ostatnia porcja tego cudu świata. Z kolei odkąd Rangiku sprawiła sobie to jakże zacne domostwo, a co za tym idzie - lodówkę, wojna domowa między mną a moją współlokatorką praktycznie nie ma już miejsca. Dlatego też tak ważnym dla mnie jest, by nie stracić tego strategicznego miejsca, o które przyszło mi dzisiaj zawalczyć. Nie ma co przecież ukrywać, iż perspektywa tańczącej dla mnie nauczycielki była niezwykle kusząca. Przed zawarciem umowy musiałem jednak bardzo uściślić jej warunki. Nikt nie chce być przecież zrobiony później w przysłowiowego konia, prawda?
- Więc powiadasz... - zacząłem, patrząc prosto w jej oczy -... że zatańczysz dla mnie do każdej muzyki, jaką ci podrzucę, tak? - widząc jej skinienie, kontynuowałem - Czyli żadna Kamasutra nie będzie dla ciebie zaskoczeniem, tak?
Jej oczy, Boże, jej oczy omal nie wypadły z orbit! Jakby tego było mało, już nie tylko jej policzki wyglądały jak po kąpieli w różowej farbie, ale i cała szyja. No ale przecież ja nic takiego złego nie zrobiłem, prawda?
- Czy ja ci wyglądam na jakąś dziwkę czy jak? - omal się na mnie nie wydarła, co poniekąd było dla mnie dziwne.
Rangiku przecież zawsze była nadzwyczaj spokojną osóbką, którą naprawdę trudno było wyprowadzić z równowagi. Czy zatem fakt, iż teraz ledwo się powstrzymywała od rękoczynów świadczył, iż mnie się to udało? Nie powiem, nie sądziłem, że jestem aż tak dobry. Czuję się z siebie dumny.
- Jezu, uspokój się, kocico jedna. - rzuciłem, niewinnie unosząc dłonie ku górze - Chciałem tylko poznać twoją reakcję, nie musisz mnie od razu na strzępy rozszarpywać. - kiedy ta nieco ochłonęła, wskazując na urządzenie stojące na lodówce, kontynuowałem - Tym razem muzyka będzie grała z radia, więc to już zależy od twojego szczęścia. Bo wiesz, zawsze może ci się trafić Despacito albo jakieś smętne przymulanie typu If I Lose Myself OneRepublic czy też Papieros Video. Plus jest taki, że nie będziesz chciała mnie za to zabić.
Widać było, że już sam pomysł przestał jej się podobać. Zupełnie, jakby najpierw o nim powiedziała, a dopiero potem dobrze przemyślała. Ale czekaj, przecież ja tak robię. Rangiku nie może być przecież tak głupia jak ja. Hej, chwila moment... A może ona myślała, że ja stchórzę i nie przyjmę wyzwania? W takim razie poważnie się pomyliła.
- Pierwsza piosenka, jaka się pojawi. - Powiedziała po chwili, ni z tego ni z owego.
- Pierwsza, ale od początku. - widząc jej niezrozumienie, dodałem w ramach wyjaśnień - Nie wykiwasz mnie, moja droga. Zdaję sobie sprawę z tego, że możemy trafić na ostatnie 15 sekund. Ty masz tańczyć przez cały utwór, czyli 3, może 4 minuty.
Na twarzy dziewczyny widać było, że rozgryzłem jej plan, co zapewne niespecjalnie jej się spodobało. Nie komentując tego jednak nawet słowem, sięgnąłem po wspomniane wcześniej urządzenie, najostrożniej jak mogłem próbując je włączyć. Stary gruchot do działania wymagał podłączenia do gniazdka, co też uczyniłem. Zaraz po tym nastąpił charakterystyczny odgłos przypominający uderzenia w mikrofon, a zaraz po tym typowe buczenie.
- Jeszcze coś chcesz uściślić? - zapytałem, szukając jakiejś w miarę odbieralnej stacji, co nawiasem mówiąc jest co najmniej trudne w tym lesie, nawet na jego skraju.
- Raczej nie. - Odpowiedziała, pocierając nerwowo ramiona i wpatrując się uparcie w radio.
W końcu, z tego zaczęła wydobywać się w miarę dobrze słyszalna muzyka. Zmarszczyłem lekko brwi, próbując rozpoznać, co to też za utwór. Udało mi się to dopiero wtedy, gdy usłyszałem jego refren.
- For you Rity Ory? To byś sobie potańczyła. - rzuciłem z uśmieszkiem w stronę mojej nauczycielki.
Całe szczęście, była to już końcówka, tak więc moje uszy nie musiały dalej martwić się o zwiędnięcie. Tuż po niej w radiu dało się słyszeć głos spikera, próbującego pocieszyć wszystkich słuchaczy, którzy są teraz w pracy. Ja w tym czasie poleciłem wciąż stojącej przede mną dziewczynie, aby wróciła na stół.
- No co ty, a jak spadnę? - zapytała z udawanym strachem.
- Spokojnie, złapię cię. - czując na sobie jej wzrok, dodałem - Obiecuję.
- Myślałam, że zatańczysz razem ze mną. Bo wiesz... samemu tak głu... smutno tańczyć. - Zaoponowała niemal natychmiast, nadal nie ruszając się z miejsca.
Na to zaśmiałem się głośno, na chwilę zagłuszając gościa prowadzącego, opowiadającego właśnie jakiś niesamowicie stary suchar o blondynce. Czy tylko ja nie lubię tego typu żartów?
- Nie nie, moja droga... Miałaś tańczyć dla mnie, nie ze mną. A teraz bądź dobrą dziewczynką i wskakuj na ten stół. - w tym momencie zagroziłem jej palcem, co w połączeniu z moim uśmiechem i rozbawionym wzrokiem wcale a wcale nie wyglądało groźnie - Jeśli sama tam nie wejdziesz, ja sam cię tam postawię. Nie ma przebacz.
Zrobiła to dopiero po głębokim westchnięciu, zaraz po tym odwracając się w moją stronę z wyzywającym spojrzeniem. Mina jej jednak zrzedła, kiedy z radia zaczęła wydobywać się muzyka.
- Ciekawe, jak sobie poradzisz z Love Me Again Johna Newmana. - rzuciłem z szerokim uśmiechem, krzyżując ręce na piersi i opierając się o blat za mną - Dalej, zaczynaj :3


Ran? Huehuehuehue...

Od Aryi i Amosa- "Dla Mojej Miłości"


Od Rangiku- "Dla Mojej Miłości"

Ładny prezencik, dla mojego brzydkiego ucznia c:

środa, 21 lutego 2018

Od Heather cd. Dorian


A miało być tak pięknie... Miałam wyjść sobie spokojnie na miasto, posiedzieć chwilę w księgarni, a następnie wyjść z niej z reklamówkami pełnymi książek, od których ciężaru moje plecy wyginałyby się w każdą możliwą stronę, byle tylko uciec od niechcianego bólu kręgosłupa. Potem oczywiście poszłabym coś przekąsić, a następnie wróciła do domu, gdzie udając, że słucham reprymendy autorstwa Doriana, poszłabym spać zadowolona z całego dnia, który spędziłam SAMA. Teraz oczywiście wszystko trafił szlag, chodź nie ukrywam, sytuacja, która rozegrała się kilka minut przy barowej ladzie zapisze się w mojej pamięci na dość długi okres czasu. I już wcale nie chodzi o to, że nakłoniłam tego ponuraka do podrywu, a potem miałam niebywałą okazję się wykazać w dziedzinie znanej jako aktorstwo. Bardziej chyba zapamiętam to, że jednak możemy przez 5 minut nie kłócić się, a - o ironio - współpracować. Pomińmy lepiej fakt, w jakiej sytuacji oraz pozycji zachciało nam się odmienić nieco naszą codzienność. W sumie, jeśli mój obrońca ceni sobie swoje życie to lepiej, żeby nikomu o tym nie opowiadał. Kastracja, wyprucie flaków i wyrwanie kręgosłupa to najlepsze, co mogłoby go spotkać.
Odganiając od siebie te myśli, znów zaśmiałam się cicho pod nosem, wraz z zamykającym za nami drzwi Dorianem znikając z pola widzenia wszystkich gości w klubie. Nie uszłam jednak nawet trzech kroków, kiedy moje stopy natrafiły na jakąś przeszkodę, która po nadepnięciu na nią... jęknęła? Zatrzymałam się raptownie, przez co idący za mną chłopak na mnie wpadł. Ja jednak nie poruszyłam się nawet o centymetr, w świetle rzucanym przez niewielkie okno próbując poznać źródło owego dźwięku. Zajęło mi to trochę czasu, a kiedy w półmroku rozpoznałam ludzką, męską sylwetkę, nie mogłam pohamować kolejnej salwy chichotu. Czując na sobie wzrok "Mike'a" , co nawiasem mówiąc będzie chyba jego nowym przezwiskiem, przykucnęłam obok ledwo przytomnego mężczyzny, przyglądając się jego twarzy.
- Na buźkę to on lasek nie wyrwie, daję mu takie 2/10. - powiedziałam praktycznie do nikogo, dopiero później zwracając się do mojego towarzysza - Nie myślałam, że jesteś aż tak biedny, żeby go w samej koszulce, bokserkach i skarpetkach zostawić. Nie dość, że ubrania, to jeszcze mu godność zabrałeś.
Zauważyłam także, że jego nos nie miał się zbyt dobrze, o czym wcale a wcale nie świadczyła płynąca z niego krew. Zanim jednak zdążyłam to skomentować, mój wzrok przykuło jego odsłonięte prawe ramię, przyozdobione czarnym niczym węgiel tatuażem. Nie przedstawiał on żadnego konkretnego rysunku, a jedynie jakieś zawiłe linie, które wydały mi się dziwnie znajome. Zanim jednak zdążyłam im się przyjrzeć bliżej, zasłoniła je rzucona jakby znikąd marynarka z napisem "John". Chwilę zajęło mi zrozumienie, skąd mogła się zabrać, a kiedy tuż do niej dołączyła koszula, z kpiną spojrzałam przez ramię na przebierającego się właśnie Doriana.
- Sumienie cię ruszyło czy już nie możesz wytrzymać w za małych ubraniach? - rzuciłam, wstając i rozglądając się dookoła.
W kącie obok leżały jeszcze jakieś buty oraz spodnie, należące zapewne do mojego obrońcy. Ten właśnie poprawiał niedawno założoną przez siebie koszulkę, szybkim ruchem zdejmując buty bez ich rozsznurowywania. Następnie dłonie powędrowały do zapięcia spodni, lecz zanim pozbył się tej części garderoby, spojrzał w moją stronę z zapytaniem:
- Będziesz się patrzeć, jak się przebieram? - w jego głosie dało się słyszeć kpinę - Marudziłaś, że go okradłem, tak więc teraz oddaję mu jego ciuchy. Jeśli chciałaś striptiz, mogłaś powiedzieć od początku, nie zakładałbym koszulki.
Na te słowa ostentacyjnie przewróciłam oczami, a mój wzrok musiał mówić sam za siebie. Aż mi go szkoda.
- Nie masz niczego, co by mnie zaskoczyło. - rzuciłam, krzyżując ramiona na piersi i odwracając się na pięcie - Ale jeśli w ten sposób poczujesz się lepiej, masz. Sprężaj się, nie mamy zbyt dużo czasu. - a szepcząc pod nosem, dodałam - Gorzej niż z dziewicą.
Za moimi plecami dało się słyszeć odgłos szybko ściąganego materiału, a następnie zakładanego, o czym świadczył dźwięk towarzyszący zapinaniu zamka. Ja jednak wolałam poświęcić więcej uwagi na moje paznokcie niż na to, co rozgrywa się z tyłu. Po niekończących się oczekiwaniach, w końcu nastała jakaś zmiana świadcząca o tym, że chłopak jest już gotowy. Jednak nie taka, jaką chciałam.
- No to jak, kotku? - zapytał, a ja miałam ochotę wepchnąć mu we własny zadek rękę, którą położył zdecydowanie poniżej talii - Idziemy do tej łazienki?
On chyba sobie ze mnie kpi w tym momencie. Chcąc być jednak tego pewna, zerknęłam przez ramię wprost na jego twarz, przyozdobioną złośliwym uśmieszkiem. Nie chcąc zatem pozostać mu dłużną, odwzajemniłam go, przy okazji wbijając swoją piętę w jego palce u stóp. Z początku odpowiedziało mi ciche syknięcie połączone z... łaciną? Przepraszam bardzo, czy ja dobrze słyszę? Pan święty Dorian przeklina? Nie no, to trzeba w kalendarzu zapisać.
- Wybacz. - zaczęłam ze słodkim uśmieszkiem - Zbyt długo na ciebie czekałam, już mi przeszła chrapka. A tak dla twojej wiadomości: mogę cię wykastrować jednym kopnięciem. Dlatego, jeśli chcesz mieć kiedykolwiek dzieci i dalej być mężczyzną, lepiej zacznij trzymać łapy przy sobie.
Po tym ruszyłam w stronę tylnego wyjścia, nie czekając za chłopakiem.


Dorian? Resztki weny :>

Od Rangiku- cd. Seth

-Jesteś żartem- krzyknęłam do niego,  chcąc zagłuszyć jego śpiew. Moje nieposłuszne policzki płonęły żywym ogniem. Tak bardzo chciałam udusić Setha. Na twarzy chłopaka widniał szeroki uśmiech. Chyba nie na tym powinny polegać lekcje panowania nad mocą. Do wystukiwanego przez jego nogę rytmu,  dołączył jeszcze odgłos uderzania łyżką o słoik. Trafił się muzyk jeden. Cała ta sytuacja wyglądała jak w jakimś tanim musicalu. W tym momencie cieszyłam się,  ze nikt po za Sethem mnie tu nie odwiedza. Gdyby ktoś tu nagle wszedł i zobaczył cała  tą sytuację, na pewno przestałby brać nas na poważnie. Mistrz walk i zabójca w najlepsze odgrywali sobie sceny z opery. Tak,  zdecydowanie nadajemy się na swoje pozycje. Znudzona staniem, na środku stołu,  przysiadłam po jego boku. Moje nogi zaczęły ruszać się  w rytm  piosenki chłopaka. Jedno trzeba mu przyznać, jego głos był  niczego sobie. Do tego świetnie komponował się z szybką piosenką. Z zainteresowaniem przyglądałam się podłodze. Zdecydowanie potrzebuję tu posprzątać. Może jak młody sobie pójdzie, to się tym zajmę. Nagle jego głos się urwał.
-Ej Rangiku, spójrz na mnie- znów zaczął śpiewać. Zmienił tym samym piosenkę na coś lekko spokojniejszego. Podniosłam głowę do góry. Mój wzrok szybko spotkał się z jego. Dopiero teraz przypomniałam sobie czemu unikam jego wzroku. Gdy znów ujrzałam jego niebieskie oczy,  na mojej twarzy momentalnie pojawił się rumieniec. Tym razem był on o wiele delikatniejszy, ale jednak, pojawił się. Przestałam machać nogami. Spojrzałam na niego z grozą. Chłopak nic sobie z tego nie robiąc, dalej śpiewał. Może i denerwowało mnie to,  że  mnie ignorował, ale chociaż miałam darmowy koncert. Chwilę sobie tak po prostu byliśmy. On śpiewał, ja siedziałam. Powoli na mojej twarzy witał uśmiech. Jednak Sethowi najwidoczniej nie podobał się spokój, który nastał.
-Rangiku, zatańcz dla mnie- kiwnęłam głową na nie. Chłopak zrobił udawną smutną minę, którą po nim powtórzyłam. Mógłby się nie odzywać, tylko śpiewać. Wiele to by ułatwiło. Nie rozumiem co on sobie wymyślił, z tym tańcem. Z resztą, dlaczego miała bym dla niego coś zrobić. Chłopak dalej wystukiwał rytm. Zmieniał się on powoli w cos żywszego. Chyba nigdy mu się to nie znudzi. Powolutku zsunęłam się ze stołu. Mocno zacisnęłam ręce na puszce od kakao i przycisnęłam ją  do swojej klatki piersiowej. Ruszyłam w stronę Setha. Momentalnie nastała cisza. Gdy znalazłam się jakieś dwa metry od niego, zatrzymałam się. Z ust chłopaka wydobył się jeden wers, nowej już piosenki:
-But you'll feel better when you wake up...-zabrałam jedną rękę z puszki i nachylając się mocno do przodu,  dźgnęłam go w brzuch.
-A to akuratnie czemu?- spytałam, cały czas śledząc wzrokiem jego ręce. Bałam się że wykona jakiś gwałtowny ruch w moją stronę.
-Sam nie wiem, przyszło do głowy- poprawiłam włosy, po czym moja ręka wróciła na puszkę.
-Eden nie pasuje mi do ciebie- odważyłam się na chwilę spojrzeć na jego twarz. Przestał się na niej malować ten wredny uśmiech, a pojawił się zwykły wyraz zobojętnienia. Moje zdanie co do tego co śpiewał najwidoczniej mu nie pasowało.
-Może
-Dobra,  przechodząc do rzeczy- powiedziałam groźnie. Zobaczyłam w jego oczach blask zaciekawienia. On się nie spodziewa, że wygram z nim, choćbym musiała mu zaprzedać swoje ciało. Nie wiedział, że zaraz postawię go w dość ciekawej sytuacji- za tańczę do czego tylko zechcesz, jeśli oddasz mi ta czekoladę i nie zabierzesz mi potem ani jej, ani kakao... Oraz jak przestaniesz... No wiesz... Sprawiać że ja się no... No czerwienię- czuję że konsekwencje tego zdania będą dla mnie bardzo nieciekawe. Pomijając to do jak mocnej czerwieni doprowadziły moje policzki,  reszta rzeczy związana z tym co powiedziałam, będzie tylko gorsza.

<Seth?  Biedna Ran :c >